Stado Lwiej Ziemi

Stado Lwiej Ziemi

Nie jesteś zalogowany na forum.

Ogłoszenie


Stado Lwiej Ziemii w trybie awaryjnym. Prace nad przywróceniem forum do stanu używalności trwają. Administracja SLZ

#1 2014-09-29 17:12

Warmik
Użytkownik
Lokalizacja: Będzin
Data rejestracji: 2013-09-01
Liczba postów: 484

Historia Warmika

Moja własna opowieść dotycząca mojej nowej fursony. Pomysł jest zaczerpnięty od Venon (mam nadzieję, że się nie gniewasz :) }, jednak historyjka już całkiem inna.
Pozostaje mi tylko zaprosić do czytania oraz przestrzec... że jest ona bardzo słaba i raczej nieciekawa.

I
Każda historia zaczyna się inaczej,  nikt nie wybiera tego kim się urodził. Możemy wybierać tylko to, w jaki sposób pokierujemy własnym losem, który bardzo często bywa okrutny i niesprawiedliwy. Tylko najsilniejsi potrafią przetrwać to, co im zsyła. Słabi, nie są tutaj brani pod uwagę, a istnieją jedynie po to, by mogli nimi kierować silniejsi. Świat tak wyglądał i będzie wyglądać. Nie warto roztrwaniać się nad tym czy da się to zmienić, bowiem      Ci którzy najwięcej myślą, zazwyczaj najszybciej tracą głowę.
I tutaj, w niewielkim sierocińcu na obrzeżach miasta, zaczyna się moja historia.
Nigdy nie poznałem swoich rodziców dlatego też nie wiem, z jakiego powodu podarowali mi to, co na mnie spadło.  Może mieli powód, a może nie. Może byli zamożni, a może byli całkowitymi biedakami, którzy pijani zabili się wracając do swej nory.  Fakt faktem, pewnego zimowego wieczoru zostałem podrzucony z karteczką, zawierającą imię i informację, by pod żadnym pozorem nie szukać tych, którzy mnie tam zostawili. Urodziłem się hieną, rasą uznawaną powszechnie za wzgardzoną i niechlubną. Starałem się, uznawać samego siebie i nie zwracać uwagi na to, co mówią o mnie inni.
Okres w którym nie potrafiłem chodzić udało mi się przeżyć bez większych kłopotów, mimo panującej wówczas dość nieciekawej politycznie sytuacji. Sierociniec dostawał dostawy żywności, więc nie można było narzekać.
W wieku 8 lat ciężko było mi się odnaleźć wśród rówieśników. Byłem traktowany jak śmieć. Starałem się wierzyć  w sens tego, że ktoś na świecie mnie kocha. Ale były to złudne nadzieje. W między czasie, w wyniku kryzysu sierociniec został przejęty pod władzę kościelną. Władzę przejęły zakonnice, które uważając, że tylko dyscyplina jest w stanie uczynić z nas prawowitych i godnych obywateli, posuwały się do jak najgorszych metod. Bicie, tortury i głodzenie były nielicznymi z tych, które nam się przytrafiały. Prawo silniejszego zwyciężało i Ci silniejsi, mieli prawo robić i mieć wszystko.
3 ciężkie lata przeżyłem w bluzgach i nieustępującym biciu. Były to smutne i prawdziwie najgorsze lata mojego życia. Jednak to właśnie w wieku 11 lat, zrobiłem to, co rozpoczęło lawinę.

Siedząc na stołówce, jak zwykle sam i bez kogokolwiek do wypowiedzenia słowa, jadłem obrzydliwą zupę której składników nie jestem pewien do teraz.
W pewnym momencie z rozmyślań wyrwało mnie przesunięcie łapy po stole i zrzucenie na podłogę mojego jedzenia. Obróciłem się gwałtownie i spojrzałem przestraszony na mego oprawcę. Był nim młody wilk o silnej budowie ciała. Nie wiem jak miał na imię, lecz wszyscy mówili na niego Piąstka. Dlaczego? To bardzo proste, wielu z wychowanków miało powybijane zęby i złamane żebra od jego zabaw.
Zwrócił się do mnie grubiańsko.
-Uważaj jak żresz, parszywcu. –wypowiadając to, uderzył mnie pięścią w nos i uśmiechnął się głupawo. Co mogłem zrobić…
Otarłem płynącą łzę i zacząłem sprzątać to, co wylało się na podłogę.  Nagle usłyszałem krzyk, dochodzący z pomieszczeń gospodarczych. Wstałem i pobiegłem tam, nie zwracając uwagi na spojrzenia. Gdy tam dotarłem oniemiałem. Piąstka i jego banda dobierali się do Anny, bardzo skrytej dziewczynki która trafiła do nas nie dawno. Płakała i błagała o litość. Nie mogłem na to patrzeć, krzyknąłem.
-Zostaw ją !
Piąstka obrócił się i rozwścieczony, zostawił ją i wymachując nożem zbliżał się do mnie. Teraz wiedziałem jak wielki błąd popełniłem.
-Kogo ja widzę, ścierwo we własnej osobie. Panowie pozwolicie, że pozbawię naszego małego przyjaciela tego, co pozwala mu patrzeć i słyszeć, bowiem chyba nie potrafi tego dobrze wykorzystywać. Podejdź wyrzutku!
Sytuacja teoretycznie patowa. Teoretycznie… Pierwszy raz w życiu udało mi się uniknąć zamachnięcia nożem. Stosowałem uniki, próbując ratować się przed nieuniknionym. Wychodziło mi to wtedy dobrze, a brutal zaczynał być zmęczony i coraz bardziej zirytowany.  W końcu jednak nie dałem rady. Nóż rozciął mi skórę na klatce piersiowej tworząc bolesną i obficie krwawiącą ranę. Upadłem w pobliżu regału na narzędzia. Piąstka zbliżał się do mnie oblizując nóż.
-Cudownie, zabawa skończona mój drogi. Teraz, po prostu zaśniesz.
Przybliżył się a ja, ni to w gniewie, ni to w otępieniu podniosłem młotek i z niespodziewaną siłą uderzyłem go nim w głowę. Ogłuszony bandyta zachwiał się i przez nie ostrożność upadł na wystający z ziemi kawał ostrego drutu. Nie wydobył z siebie słowa, jego usta zostały w niemym zdziwieniu.  Dwaj pozostali natychmiast uciekli, krzycząc o pomoc dla zabitego.
Podszedłem do dziewczyny, lecz i ona płacząc wybiegła z pomieszczenia.
Tego dnia zostałem pobity i zamknięty bez jedzenia i picia na 6 dni. Z każdej rany sączyła się krew, a ja obolały leżałem na zimnej ziemi w tym ciasnym pomieszczeniu.
Ale czułem, że zrobiłem dobrze, że było warto.
Uśmiechnąłem się wtedy, i pozwoliłem snu przynieść mi oczekiwaną ulgę.
A był to, zaledwie początek tego, co miało mnie spotkać.


"Jasność tysiąca słońc, rozbłysłych na niebie, oddaje moc Jego potęgi. Teraz stałem się Śmiercią, niszczycielem światów." Robert Oppenheimer

tOKmh0p.jpg

Offline

#2 2014-09-29 18:59

Nit
Administrator
Data rejestracji: 2008-12-31
Liczba postów: 9,851
WWW

Odp: Historia Warmika

Wcale nie jest nieciekawa. Nad stylem powinieneś jeszcze popracować, ale sam pomysł na historię jest dobry, brutalny, ale dobry.
Czekam na więcej.


Nie ma niewinnych (u)serów! ~Sam

Offline

#3 2014-09-29 19:03

Shantee
Użytkownik
Lokalizacja: Polska :p
Data rejestracji: 2014-08-28
Liczba postów: 119

Odp: Historia Warmika

Fiu fiu fiu....fajnie się zapowiada ;) Pisz dalej :D Ja chcieć więcej!


Mogę Cię przytulić? :3  :dusi:


Szukam osoby, która narysuje mi Moyo jako avatar (wystarczy sama głowa).

Offline

#4 2014-09-30 14:15

Dagor
Moderator
Data rejestracji: 2012-01-09
Liczba postów: 3,782

Odp: Historia Warmika

Kilkukrotnie wspominałem, że oceniasz się za nisko. Jak dla mnie pod względem stylistycznym opowiadanie jest dobre, koncepcja również niczego sobie. Może tematyka nieco przytłacza, kiedy stawiamy głównego bohatera w dość bestialskich okolicznościach, jednak dzięki temu może zaintrygować, tym bardziej, że w dzisiejszym świecie raczej nie jesteśmy przyzwyczajeni do takiej rzeczywistości. W każdym razie, zapowiada się klimatycznie i mimo, że nie zawsze podchodzi mi właśnie taki "klimacik", to przeczytam kontynuację z przyjemnością. ;3


"Pochwyć w swe ręce broń,
precyzyjnie wyceluj w ten pełen sprzeczności świat
i bez wahania pociągnij za spust!"
Moderator w działach: Nasze Lwie Stado i Stado

Offline

#5 2014-09-30 17:34

Warmik
Użytkownik
Lokalizacja: Będzin
Data rejestracji: 2013-09-01
Liczba postów: 484

Odp: Historia Warmika

A więc na życzenie... Tutaj też proszę nie spodziewać się zwrotów akcji i przemyślanej fabuły.

II
Niewiele pamiętam z tamtych dni. Przeraźliwy ból, który narodził się zaraz po obudzeniu. Nikt nie ingerował przy moich ranach, więc powoli zaczęło wdawać się zakażenie. Gorączka i zaburzenia świadomości, odwodnienie, głód… wszystkie te czynniki spowodowały, że zacząłem mieć omamy. Śniła mi się starsza kobieta, która trzyma dziecko w ramionach. Oczywiście pierwszą myślą było, że to moja matka, ale to było nie możliwe.
W każdym razie otępiały i obolały nie byłem w stanie dowiedzieć się tego, co dzieje się w otaczającym mnie świecie. Wtedy jednak nastąpił przełom.
Drzwi mojej celki otwarły się i wszedł do niej osobnik o łagodnej twarzy. Miał na nosie okulary i był ubrany bardzo elegancko… Słyszałem tylko, że coś powiedział. Do innych. Takich jak on. Poczułem, że ktoś mnie podnosi, a gdy opuściłem izolatkę, dostałem zastrzyk. Najpiękniejsze uczucie w życiu, gdy opuszcza Cię ból. Zrobiłbyś wszystko dla tej osoby, która podarowała Ci ukojenie.
Obudziłem się, w czystym i pachnącym lekarstwami pomieszczeniu. Czysta, szpitalna biel. W sali było ustawionych kilka, pustych łóżek. Próbowałem wstać , jednak byłem przywiązany skórzanymi pasami do łóżka. Nerwowo przebierając rękami zacząłem płakać i krzyczeć o pomoc. Nie musiałem długo czekać. Do pomieszczenia szybko weszła pielęgniarka, która ze spokojnym uśmiechem wypowiedziała do mnie słowa.
-Spokojnie mój mały, wszystko w porządku. Zaraz przyjdzie pan doktor i wtedy już Cię odepniemy. –pogłaskała swoją delikatną łapką moją głowę. – Dobrze ?
Zdziwiony potrafiłem tylko skinąć głową. Poczułem się… nie umiem określić tego uczucia. Pierwsze miłe i dobre słowa w moim życiu. Ale co to miało znaczyć? Dlaczego byłem tak traktowany ? Pielęgniarka wyszła z pomieszczenia. Z korytarza dobiegł mnie tylko kawałek rozmowy o tym, by zadzwoniono bo kogoś w trybie natychmiastowym. Położyłem się i patrzyłem w czysty, śnieżnobiały sufit. Jak to możliwe, że zwykła, parszywa sierota stała się tak ważna? To zapewne pomyłka… Nie mogłem rozmyślać dalej, gdyż do pomieszczenia wszedł doktor.  Staruszek, prawdopodobnie rasy niedźwiedziej podszedł spokojnie do łóżka i rozpiął skórzane pasy. Kazał mi zdjąć górę piżamy… zaraz. Wtedy zauważyłem, że jestem kompletnie czysty, w nowym ubraniu. Coraz mniej rozumiejąc zdjąłem koszulkę. O dziwo zauważyłem, że na mojej klatce piersiowej, rozciętej w wiadomej sytuacji, znajduje się czysty opatrunek. Dotykając się po twarzy, gdy staruszek zdejmował mi opatrunek poczułem, że rany się zagoiły. Po zdjęciu opatrunku, zauważyłem sporą bliznę.
Doktor uśmiechnął się.
-Masz szczęście przyjacielu, zagoiło się. Radzę Ci, byś jeszcze tutaj poleżał, nie jesteś do końca zdrowy, a po tak długim leżeniu lepiej dla Ciebie, byś cokolwiek zjadł. - postawił przede mną sporą porcję jedzenia i dobry, słodki napój -Jedz, jedz, za chwilę będziesz miał gościa. Wypadałoby byś nie padł zaraz po obudzeniu.
Zaśmiał się przyjacielsko i pozwolił mi delektować się tym cudownym posiłkiem. Pierwszy raz w życiu, mogłem pozwolić sobie na rozkosz tak błahą sprawą jak jedzenie. Gdy skończyłem, nie minęła chwila a do pomieszczenia wszedł osobnik w szarym garniturze i w okrągłych, srebrnych okularach. Był wilkiem, takim jak tamten. No, nie do końca. Ten był ubrany bardzo elegancko i miał przyjacielskie, ciepłe spojrzenie. Podszedł krokiem pełnym gracji do mojego łóżka i uśmiechnął się do mnie.
-Widzę, że czujesz się już lepiej. Dobrze, odpoczywaj. Już niedługo będziesz zdrowy –wypowiadając te słowa, podał mi małą, puchatą maskotkę. –Proszę, nie możesz przecież leżeć sam.
Przyjąłem niepewnie prezent. Miś. Piękny, duży miś. Nikt w sierocińcu nie posiadał aż tak pięknej i aż tak drogiej rzeczy. Nie wiedziałem co powiedzieć, więc potrafiłem wydusić z siebie tylko jedno słowo.
-Dziękuję…
Wilk spojrzał na mnie spokojnym spojrzeniem i pogłaskał mnie swoją łapą po głowie.
-Jesteś dobrze wychowany, bardzo się z tego cieszę.
-Kiedy… kiedy wracam do sierocińca ? –wydusiłem z siebie te słowa, ze sporą odrazą, więc osobnik zaśmiał się głośno i uspokoił mnie gestem.
-Nie bój się, już tam nie wrócisz. Zabieram Cię do siebie. Będziesz miał swój własny dom i swój własny pokój. Nie musisz się już więcej martwić.- uśmiechnął się widząc moje rosnące zdziwienie. –Jak widzę, nie do końca rozumiesz sytuację w której jesteś. To nawet dobrze, nie warto byś się nad tym zastanawiał. Leż i odpoczywaj. Wkrótce po ciebie wrócę.
Wstał i przeszedł przez salkę, zatrzymał się na chwilę w drzwiach i posłał mi przyjacielski uśmiech. Gdy wychodził zgasił światło i pozwolił mi oddać się naturalnemu snu.
Jak się potem dowiedziałem od lekarzy, spałem około miesiąca. Nie dostałem jednak żadnej informacji o moim wybawicielu. Zostałem w szpitalu jeszcze kilka tygodni, a potem o własnych siłach wyszedłem z budynku. Pod nim czekał czarny, piękny samochód.
Ciekawe…


"Jasność tysiąca słońc, rozbłysłych na niebie, oddaje moc Jego potęgi. Teraz stałem się Śmiercią, niszczycielem światów." Robert Oppenheimer

tOKmh0p.jpg

Offline

#6 2014-09-30 19:08

Shantee
Użytkownik
Lokalizacja: Polska :p
Data rejestracji: 2014-08-28
Liczba postów: 119

Odp: Historia Warmika

Wow!  :good:  Fajne :D Ja chcieć jeszcze więcej!


Mogę Cię przytulić? :3  :dusi:


Szukam osoby, która narysuje mi Moyo jako avatar (wystarczy sama głowa).

Offline

#7 2014-10-31 21:25

Warmik
Użytkownik
Lokalizacja: Będzin
Data rejestracji: 2013-09-01
Liczba postów: 484

Odp: Historia Warmika

Po miesiącu podjąłem próbę napisania części dalszej. Nie oszukując się, z marnym skutkiem. Ale jest…

III
Szofer zaprosił mnie do samochodu. Był bardzo uprzejmy, ale lekko sztywny. Nie rozmawialiśmy. Przez całą drogę oglądałem świat, cudowny piękny świat. Wszędzie było biało, śnieg pokrył całą ziemię. Przejeżdżaliśmy obok pięknych budynków, przed którymi śniegiem rzucały się dzieci. Podczas drogi cały czas nie mogłem usiedzieć na miejscu, było tak cudownie. Nagle kierowca skręcił w stronę wybrukowanej uliczki. Stały na niej budynki szlacheckie, bardzo bogate.  Moją uwagę przykuł dworek,  mający przepiękne zdobienia oraz długi, podparty również bogato zdobionymi kolumnami, balkon.  Szofer skręcił właśnie do tego dworku i wjechał na plac. Otworzył drzwi samochodu i wprowadził mnie do wnętrza budynku.  Wnętrze było imponujące.  Urządzone w klasycznym stylu, na podłogach upiększone dywanami i roślinami, a na suficie oknem dającym dużo światła. O schody opierał się mój wybawca.
-Witaj – podszedł do mnie z uśmiechem i przykucnął, jego twarz znajdowała się na wysokości mojej- Widzę, że Ci się podoba. Chodź, pokażę Ci dom.
Poszedłem za nim. Dom był ogromny. Owy wybawca pokazał mi gdzie znajdują się kuchnie, łazienki, pomieszczenia służby, jadalnia, saloniki oraz mnóstwo innych pomieszczeń. Najważniejsze pomieszczenia które miałem jednak zapamiętać to mój pokój oraz jego gabinet. Do owego gabinetu miałem wchodzić tylko w pilnych sprawach i zawsze pod opieką. Nie rozumiałem jeszcze wtedy z jakiego powodu.  Po zakończeniu obchodu udałem się wraz z nim do jadalni, gdzie czekał już obiad. Po pół godzinie wyśmienitego posiłku mogłem jasno stwierdzić, że najdałem się tak pierwszy raz w życiu.  Gdy skończyłem, zostałem zaproszony na rozmowę w saloniku. Na fotelu siedział mój wybawca. Spoglądał na mnie uważnie.
-Zapewne zastanawiasz się dlaczego się tutaj znalazłeś. To oczywiście naturalne zachowanie. Nie jest tajemnicą, że w owych czasach nie żyje się najlepiej. Szczególnie tym, bez rodziny. Obiecałem kiedyś pewnej bliskiej mi osobie, że kiedyś będę miał syna. Z powodów zdrowotnych nie jest to możliwe, więc… znalazłem alternatywę.
Każde ze słów wypowiadał powoli i spokojnie, zachowując ogromny spokój i powagę.
-Ale nie tylko z tego powodu. Zaimponowałeś mi. Jesteś odważny i silny. Mimo przeszkód nie poddałeś się, co bardzo sobie cenię. Zadecydowałem, że pójdziesz do szkoły. Zdobędziesz w niej podstawową wiedzę i informacje o świecie. Przy okazji, może znajdziesz kilku znajomych. Ponadto, postaram nauczyć Cię posługiwać się bronią. Uważam, że powinieneś posiadać tą umiejętność.         Ale na razie to wszystko. Czy masz jakieś pytania?
Patrzyłem ciągle wystraszony, nie mogąc zebrać się na wypowiedzenie jakichkolwiek słów. On jednak uśmiechnął się w końcu, więc przemówiłem.
-J.. j… jak mam się do pana zwracać?
-Hmm… Moję imię to Wolfram, ale  najlepiej będzie, gdy będziesz do mnie mówił po prostu „proszę pana”.
Po usłyszeniu odpowiedzi, spojrzałem na ścianę za nim. Wisiało na niej jego zdjęcie, na którym był ubrany w mundur. Zauważył moje spojrzenie i szybko wytłumaczył.
-Tak, jestem żołnierzem. A raczej oficerem. A teraz idź pooglądaj pokój i przygotuj się do jutrzejszego dnia.
Skinąłem głową i ruszyłem do pokoju, gdzie spędziłem resztę dnia. Nazajutrz udałem się do owej szkoły.
Właściwie historię można tutaj streścić. Uczyłem się w niej bardzo dobrze, ku mojemu własnemu zaskoczeniu. O dziwo udało mi się zdobyć sympatię wielu osób, gdyż nikt nie wiedział, że jestem sierotą. A nawet jeżeli wiedział, to nie zwracał na ten fakt uwagi. Poznałem tam także mojego najlepszego przyjaciela, którym był Adam. Niski szczur.  Z nim właśnie zawiązałem najbliższą więź. Robiliśmy różne głupie i zabawne rzeczy. Po szkole, czekały mnie treningi w posługiwaniu się bronią. Nie ukrywając, z początku byłem bardzo kiepski. Preferowałem książki, niż karabin ale mój przybrany ojciec naciskał. W końcu, udało mi się opanować tą sztukę.
W wieku 14 lat, odczułem mocno sytuację toczącą się w państwie. Mój kraj pogrążony w wojnie, przestał ją wygrywać. Mój opiekun został wezwany do wojska, jako dowódca jednego z pułków. Nie było możliwości odmowy.  Zanim wyjechał, rozkazał mi bym pilnował domu i nie przestawał się uczyć.
Niestety, po 2 latach wojna się zakończyła, a mój opiekun wrócił zhańbiony i zraniony. W kraju spotkał jedynie chaos i biedę. Nikt nie miał dla niego szacunku.  W tym czasie niestety musiałem połączyć szkołę z dodatkową pracą, starając się jakoś pomóc mojemu rannemu ojcu.  Ta kiepska sytuacja trwała 5 lat. W wieku 19 lat, spotkałem ponownie Adama, który w czasie wojny wyjechał za morze, by kontynuować naukę u dalekiej rodziny. Zaprosił mnie on, na pewne spotkanie. Wtedy wszystko się zmieniło…

Ostatnio edytowany przez Warmik (2014-10-31 21:25)


"Jasność tysiąca słońc, rozbłysłych na niebie, oddaje moc Jego potęgi. Teraz stałem się Śmiercią, niszczycielem światów." Robert Oppenheimer

tOKmh0p.jpg

Offline

#8 2014-11-24 16:07

Shantee
Użytkownik
Lokalizacja: Polska :p
Data rejestracji: 2014-08-28
Liczba postów: 119

Odp: Historia Warmika

Świetne, cud, miód, malina jak zawsze  :good: . Historia ciekawie się rozgrywa. Czekam na kolejne!


Mogę Cię przytulić? :3  :dusi:


Szukam osoby, która narysuje mi Moyo jako avatar (wystarczy sama głowa).

Offline

Zalogowani użytkownicy przeglądający ten wątek: 0, goście: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB
Modified by Visman