Stado Lwiej Ziemi

Stado Lwiej Ziemi

Nie jesteś zalogowany na forum.

#1 17.12.2013 20:42

Dagor
Moderator
Data rejestracji: 09.01.2012
Liczba postów: 3,782

Opowiadania by Dagor

Jako, że ostatnimi czasy naszła mnie ochota na pisanie jako takiej "książki", postanowiłem opublikować pierwszy rozdział i krótkie wprowadzenie na terenie forum. Jeżeli będę miał czas, postaram się w najbliższe święta dodać kolejny rozdział, no i oczywiście o ile ktokolwiek będzie chciał to czytać, kontynuować pisanie owego dzieła. W każdym razie, miłej lektury i proszę o komentarze. ^^'

Nieśmiertelni

Krótki wstęp:
Wielu powiadało, że antyczne czasy dawno przeminęły. Wmawiali nieświadomym ludziom, iż panują nad sprawą, a pokój znowu zawitał do Sargot. Jednak Owe bajki były tylko propagandą króla Erystusa, który dla stołka na wysokiej pozycji sprzedałby cały kraj w szpony ciemności. Podczas jego karygodnych rządów siły zła przegrupowywały się na zachodzie, u szczytu Szkarłatnej Góry. Dźwięk kutego żelaza brzmiał tam dzień i noc, a płonące ogniska rozjaśniały mrok jaki ze sobą sprowadzili. Nad Urunbarem zawisł cień groźby, a na konsekwencje złego panowania, nikt nie był gotów.

Rozdział I: Czarodziejski obowiązek
Życie w stolicy płynęło bardzo spokojnie, mimo że czasy takie nie były. Ani  na chwilę odpoczynku nie mógł sobie pozwolić nadworny czarodziej, który jako jeden z nielicznych w Sargot, znał się na sztuce alchemii. Wiedział jak dobrze przygotować ziela, by nie wywołać negatywnych efektów, ale tym samym wiele osób uważało go za niezwykle groźną osobę. Jako, że każdy kto zna antidotum na daną truciznę, może równie dobrze władać sztuką mniej chwalebną-warzeniem owych trutek. Wczorajszy dzień zaniepokoił maga. U stóp Złotej Wieży pojawił się zakapturzony człowiek. Zapewne był to posłaniec z Wieży Strażniczej, gdyż tylko oni w całym Urunbarze posiadali tak dobrze zaprawione rumaki. Nie było to niczym nadzwyczajnym, jako że co miesiąc przedstawiciel wartowni, składał meldunek u władcy. Jednak tym razem było inaczej. Drzwi pałacu zostały zatrzaśnięte, a cała straż przeniesiona do jego wnętrza. Na ulicach zapanował chaos, jakiego w stolicy nie widziano od czasów Pierwszej Plagi. Cyrius, bo tak zwali go na prowincji, nie miał wstępu do środka, lecz dziwaczne zdarzenia nie mogły ujść jego uwadze. Był to siwy już człowiek, członek jednego z najstarszych zakonów w całej krainie. Oczywiście jak na czarodzieja przystało, posiadał długą, prostą brodę, o którą dbał jak ojciec o dziecko. Miał smukłą sylwetkę, ale wzrostem dorównywał orkom z południa. Zawsze chodził w błękitnej szacie z wszytymi kryształami celtydu, tworzącymi przy kontakcie z magią barierę ochronną. Nigdy nie rozstawał się na krok z, jak większość uważała, kijem do podpierania. Bynajmniej, nie była to pierwsza lepsza podpora, lecz artefakt o ogromnej mocy. Podobno głowica owego kostura została wykonana z resztek Naszyjnika Świtu, stworzonego przez radę Sargot przed wiekami, zniszczonego za sprawą czarnej magii podczas wojny z Lythisem(czyt. Litisem)-Wszechpotężnym  czarnoksiężnikiem władającym hordami okrów, goblinów i najróżniejszych plugastw, pokonanym w Pierwszej Erze.  Zaraz o wchodzie słońca starzec udał się do Złotej Wieży. Mimo wczesnej pory, wiele mieszkańców szykowało już stragany dla swoich produktów. Ciepło porannego słońca przyjemnie muskało ich twarze, upiększając  kupiecki uśmieszek, gdy witali się z czarodziejem. W tłumie można było usłyszeć waśni, rozmowy i przyjemne dźwięki ciężkiej pracy dobrych ludzi. Wolno krocząc mógł wsłuchać się w gwarę miasta i niemal płynąć z jego prądem. Zatrzymał się przed wybrukowanymi schodami i spojrzał w górę. Stojąc u stóp wieży w całości wykonanej z najszczerszego złota, w sercu człowieka pojawiają się dwojakie uczucia. Z jednej strony budowla zachwyca swoim kunsztem wykonania, pięknem i skalą. Jednak przepych z którym została stworzona niebywale przytłacza. Zapewne jej zburzenie mogłoby zakończyć głód w całej krainie, a nawet poza jej granicami. Stojący przed wrotami strażnicy nie byli zadowoleni z pojawienia się Cyriusa i po ich niemrawym wyrazie twarzy można było poznać, że nie mają zamiaru uchylić się od nadanego rozkazu.
-Otwórzcie wrota drodzy przyjaciele, przychodzę z bardzo ważną nowiną dla Erystusa. -powiedział starzec, zamachując się przy tym co najmniej trzykrotnie.
-Niestety nie możemy Cię wpuścić Panie, polecenie Rady-odparł posępnie jeden ze strażników. Czarodziej spodziewał się takiej odpowiedzi, jednak nie miał zamiaru odejść, co frustrowało stróżów.
-Nie słyszeliście co powiedziałem? Niosę wiadomość dla króla, która nie może czekać. Natychmiast otwierać wrota!-wykrzyknął mag, uderzając kosturem o ziemię. Wyższy z nich wyciągnął miecz i wymierzył w doń, po czym powiedział :
-To ostatnie ostrzeżenie Cyriusie, nie możemy Ci w żaden sposób pomóc.
-Schowaj ten nożyk młodzieńcze, to naprawdę nie broń którą mógł być do mnie mierzyć…To ja ostatni raz was ostrzegam-Przy tych słowach przymrużył oczy. Nie był pewny czy uniknie konfrontacji, ale miał nadzieję, że chociaż jeden z nich ma dostatecznie dużo oleju w głowie, żeby nie zadzierać z czarodziejem.  Jednak rosły mężczyzna pozostał niewzruszony. Natarł na starca, próbując wykorzystać przewagę wieku, lecz na marne. Cyrius z łatwością użył jego potężnej budowy przeciwko niemu, natychmiastowo powalając go na ziemie.  Drugi strażnik w akcie desperacji rzucił się na siwowłosego kilka sekund później. Powietrze wokół maga zawirowało, a potężny podmuch  pchnął stróża w mur, pozbawiając go świadomości, podobnie jak jego leżącego na ziemi towarzysza. Ludzie tylko przez chwilę spoglądali na widowisko, po czym powrócili do codziennych obowiązków jakby nic się nie stało. Brodacz stanął przed pozłacaną bramą, mierząc w nią kosturem i wyszeptał kilka słów w dziwacznym języku. Przy członie magicznej laski powietrze ponownie zawirowało i z piskiem o niezwykłej częstotliwości, uderzyło w bramę, wybuchając kulą ognia. Płonące odłamki złoconego drewna rozbryzgały się po okolicy, a w miejscu ówczesnych wrót, pozostało tylko przytopione złoto. Ku jego zdziwieniu, w centralnej Sali nie zastał żywej duszy. Sądził, że cały pałac wie już o jego przybyciu i przyszykuje mu komitet powitalny. Jednak cisza jaka panowała w zwykle gwarnym budynku, przyprawiła go o dreszcze.  Rozejrzawszy się wstępnie po korytarzach, udał się w kierunku sali  tronowej. Niepokój osiągnął swoją granice, gdy schody doń prowadzące, zastał usłane zwłokami. Zwiększał tępo biegu z każdym następnym stopniem, lecz na próżno jego wysiłki. Brak jakichkolwiek odgłosów nie wróżył niczego dobrego. Minął salę biesiadną zbluzganą krwią podobnie jak niższe piętro. Stracił już nadzieję, gdy zza ściany wyłonił się pierwszy sekretarz, drżący z przerażenia.
-Na Boga. Cóż tu się stało Mitrinie?- Spytał czarownik, lecz nie usłyszał żadnej odpowiedzi. Urzędnik spojrzał na niego pustym wzrokiem, nie potrafiąc wydusić z siebie ani słowa. Nie wyglądał jednak na rannego. Możliwe, że ukrył się w bocznych częściach budowli, gdzie najwyraźniej sprawca całej rzezi nie zaglądał. Po chwili jego dreszcze osłabły, a dech zwolnił tępo.
-Ratuj…kró…la-Wydukał roztrzęsiony. Starzec poklepał go po barku i polecił udać się na niższe piętro, zapewniając przy tym, że tam nic mu nie grozi. Sam zaś wznowił bieg.  Przed wejściem do sali obrad stały trzy osoby : Mistrz Sadin- potężny mężczyzna zakuty w stalową zbroję, senator Teryncjusz i przedstawicielka świty pałacowej- Lady Myriam. Sadin, próbował przebić się przez barierę ustawioną na drzwiach senatu, niestety bezskutecznie. Brutalna siła nie pomaga przy takim rodzaju tarczy, trzeba czasu, doświadczenia i talentu zaklinacza żeby owe pole dezaktywować.
-Cóż tu się stało?-Spytał Cyrius zachrypłym głosem. Lady obróciła się w jego stronę, niemalże natychmiast poznając czarodzieja po głosie.
-Cyriusie! Czyli jednak jest jeszcze nadzieja. Wczorajszego dnia przybył do nas zakapturzony mężczyzna. Myśleliśmy, że to posłaniec, którego wysłaliśmy na zwiad do Szkarłatnej Góry, jednak myliliśmy się. W pierwszej chwili zachowywał się zupełnie normalnie, jednak rozkaz zamknięcia pałacowych wrót zaniepokoił wszystkich, wyłączając króla. Zgadzał się z nim pod każdym względem, jakby ktoś rzucił na doń urok. Jednak nikt nie spodziewał się, że może być szpiegiem. Gdy jeszcze słońce nie ukazało się na horyzoncie, dało się słyszeć wrzaski na klatce schodowej. Zaniepokojona jak wszyscy, chciałam zobaczyć co się stało, ale to co ujrzałam było szokujące. Cała miejska straż, poza odziałem więziennym została wymordowana z kunsztem mistrza miecza. Niemożliwym było, żeby jedna osoba pokonała tak wielu, ale wtedy ujrzałam gigantyczną bestię zarzynającą kolejno strażników. Był to jaszczuro-człek , najwyraźniej na usługach jednego z konkurencyjnych miast. Mistrz Sadin z resztkami swojego wojska próbował dorwać gada, ale nie dorównywali mu ni zręcznością, ni siła. Lizardon uciekł do sali obrad i  razem z królem zabunkrował się w jej wnętrzu. Mam nadzieję, że Ty coś na to poradzisz.- Próbowała wyrazić się jak najjaśniej, ale cała sytuacja ją przerosła. Pod szatą spokoju, skrywała gotujące się uczucia. Lecz jako gospodyni całej twierdzy, nie mogła pozwolić sobie, żeby zamiast Niej decydowały emocje.
-Nie wiem czy zdołam. Do tego potrzeba wiele czasu, a my go nie mamy…-Stanął przed progiem i podobniej jak wcześniej zaczął wypowiadać słowa zaklęcia uwolnienia , jednak tym razem przykładając kostur do twardej powierzchni drzwi. Bez efektu. Zapora zaiskrzyła feerią barw, zalewając cały korytarza jaskrawymi promieniami o kolorach tęczy.-To zaklęcie osłonne na bardzo wysokim poziomie, niemożliwe do odwołania z zewnątrz. To jedno z zakazanych czarów z rodzaju czarnej magii. Rzucający korzysta z energii życiowej pokonanych istot, żeby utworzyć niezniszczalną kopułę, absorbującą wszelkiego rodzaju ataki, czy to magiczne, czy fizyczne. Skończy się dopiero gdy owa moc się wyczerpie, lub jej użytkownik ją odeśle. Możemy tylko czekać… -Siwowłosy rozłożył ręce. Stojący obok wojownik niemal nie wyszedł z siebie słysząc jego słowa, nie należał do ludzi cierpliwych, ale serce miał lwa.
-Mój król potrzebuje naszej pomocy, a my mamy bezczynnie czekać?! Magowie jak zawsze nas zawodzą, to przez wasze sztuczki Erystus Wielki postradał zmysły-Podniósł swój oburęczny miecz i szarżą zaatakował wrota. Ku zdziwieniu wszystkich zgromadzonych, roztrzaskał drewnianą konstrukcję na drzazgi. Jednak nie był to wynik brutalnej siły, jaką bez wątpienia posiadał. Bynajmniej. Jaszczur stał na środku Sali, jakby oczekując spotkania z miłymi „gośćmi”.  Ubrany był w ebonową zbroję, którą wcześniej skrywał pod płóciennym płaszczem. Zakrzywione ostrze wręcz płonęło od zaabsorbowanej mocy. Widocznie zostało zaklęte czarem o podobnym działaniu do bariery. Gadzina zarzuciła ciało króla przez ramię i wolnym krokiem zmierzała ku ogromnemu witrażowi. Sala tronowa stanowiła najwyższy punkt wieży i z niej, rozciągał się widok na całe Sargot. Tylko głupiec zdecydowałby się na skok z tej wysokości, nie mniej jednak monstrum nie ustawało kroku. Zgromadzenie stało osłupiałe, nie chcąc niepotrzebnie narazić życia władcy. Tuż przed oknem stwór się zatrzymał i powiedział :
-Z tą chwilą zaczyna się nowa era…Wasz nędzny władca uważał się za najpotężniejszego, dlatego stanowić będzie ostrzeżenie dla pozostałych ludów. Zachowajcie resztki zdrowego rozsądku i poddajcie się, zanim mojemu panu skończy się ochota na litość-Wysączył słowa niczym wąż jad ze swych kłów-To koniec waszego parszywego panowania, ludzkie mięso wraca do jadłospisu.
-Sądzisz, że jeden jaszczur pokona zjednoczony kraj?-wrzasnął Sadin.
-Ludzie myślą tak małostkowo. Żałosne…Już wkrótce z waszej złotej wieży nie zostanie nawet fundament, a Sargot zamieni się w prrroch- Parsknął, zmęczony konwersacją z „martwymi”. Cyrius skierował w jego stronę swój kostur i zaczął wypowiadać słowa jednego z wielu znanych mu zaklęć.
-To na nic. Twoja nędzna magia nie jest w stanie mnie naw…-Gad nie zdążył dokończyć zdania, gdy niewielka kula energii dosięgnęła jego zbroi. Jaszczur roześmiał się i postawił kolejny krok naprzód. Nagle powietrze jakby wsysane zostało do miejsca rzuconego zaklęcia. Cyrius zaparł się o swoją różdżkę, tworzą tym samym tarczę wokół przedniej części sali. Zaskoczenie wymalowało się na pysku ebonowego rycerza, gdy z ledwością trzymał się na nogach. Kilka sekund później zapanowała całkowita cisza. Szkarłatna kula energii zaczęła silnie wibrować, powodując pękanie witraży umieszczonych w gigantycznym oknie. Jaszczur wyszczerzył zębiska i dźwignął swój miecz do góry, po czym podszedł do miejsca nagromadzenia mocy, z nadzieją, że ostrze zaabsorbuje i to zaklęcie. Skorupa stwardniałego, kulistego obiektu zaczęła pękać. Kula implodowała, wywołując przy tym druzgoczący podmuch skoncentrowanej magii. Światło towarzyszące temu zjawisku przysłoniło oczy Cyriusa i reszty patrzących. Jedynym efektem jaki zaobserwowali była pękająca bariera, a następnie pojawienie się niezrównanego bólu głowy. Kilka chwil później było już po wszystkim. Starca z nieprzytomności wybudziła Lady Myriam, rozejrzawszy się po otoczeniu, zdał sobie sprawę z efektów lekkomyślnego rzucania zaklęć. Cześć która nie była chroniona przez magiczną tarczę, została niemalże zmieciona z powierzchni ziemi. Czar spowodował zamienienie wszelkiej materii w ciecz, a następnie ponowne jej zestalenie-co można było wywnioskować z nietypowego kształtu pozostałej sekcji górnego piętra. Sługa mroku nie miał najmniejszych szans na przeżycie, ale razem z nim, zginął również król. Cyrius wstał o własnych siłach i spojrzał niepokojąco po otaczających go strażnikach. Ścisły krąg rozstąpił się i przy eskorcie senatora Terancjusza, jego wzroku ukazał się przedstawiciel straży-Mistrz Sadin i z pogardliwym wzrokiem rozłożył rozkaz, osobiście podpisany przez Radę Sargot, po czym z wolna zaczął go odczytywać :
-Przedstawiciel Rady Nieśmiertelnych, nadworny czarodziej Sargot, mag Cyrius Błękitny, został oskarżony o morderstwo króla Erystusa. Co za tym stanowi, dopuścił się zdrady całego Królestwa Urunbaru i mniejszym skazuję go na śmierć przez ścięcie, wpierw jednak odbieram Ci wszelkie tytuły i stopień wojskowy- dokończywszy czytać wykonał wymowny znak głową .-Pojmać go!


"Pochwyć w swe ręce broń,
precyzyjnie wyceluj w ten pełen sprzeczności świat
i bez wahania pociągnij za spust!"
Moderator w działach: Nasze Lwie Stado i Stado

Offline

Zalogowani użytkownicy przeglądający ten wątek: 0, goście: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB
Modified by Visman