Stado Lwiej Ziemi

Stado Lwiej Ziemi

Nie jesteś zalogowany na forum.

Ogłoszenie


Zapraszamy do dyskusji o nowej wersji w temacie KRÓL LEW 2019.
Mamy także cały dział poświęcony temu wydaniu. :)

#1 15.05.2020 13:17

Huri
Użytkownik
Lokalizacja: Osmańska Ziemia
Data rejestracji: 04.05.2016
Liczba postów: 244
WWW

Pokłosie Miłości

Chciałabym się z wami podzielić moim opowiadaniem bazującym na moim shipie z Totalnej Porażki, jakim jest Malevoxana (Mal x moja OC, Roxi). Mam nadzieję, że opowiadanie się przyjmie :) Jak do tej pory napisałam tylko 9 rozdziałów, 10 jest już w głowie i być może pojawi się w czerwcu :) Chciałabym również ostrzec, że w opowiadaniu znajdują się mocne słowa.

1. Wszystko od nowa

Słoneczny poniedziałek. Znienawidzony dzień przez wszystkich uczniów, którzy wyczekują zbliżających się wakacji. W szkole gimnazjalnej panowało spore zamieszanie, ponieważ właśnie zadzwonił dzwonek, informując uczniów o końcu przerwy. Część z nich posłusznie udała się do swoich klas i czekała na danego nauczyciela. Pozostali dalej siedzieli na korytarzu i korzystali z każdej wolnej minuty. Wśród nich była blada dziewczyna o włosach z odcieniem czarno-różowym, ubrana w czarne spodenki i szarą bluzkę z krótkim rękawem, która spokojnie siedziała na ławce i czekała. Nerwowo potrząsała prawą nogą i patrzyła w zamknięte drzwi od sali, dopóki z rozmyślania nie wyrwał jej niski głos.
-No proszę, kogo my tu mamy? - zapytał z uśmiechem.
-Mal?A co ty tutaj robisz? - nastolatka natychmiast rozpromieniała i poderwała się z ławki.
-Myślałam, że wyjechaliście do Włoch.
-Tak było. Na jakiś czas wyjechaliśmy, ale szkoła była do bani, więc mama postanowiła wrócić tutaj.
-Nawet nie wiesz, jak się cieszę. Jak udało ci się przepisać przed końcem roku?
-Mama pogadała z dyrektorem i ten po namowach zgodził się, tak więc jestem i będę chodził razem z tobą do klasy - chłopak rozłożył ręce tak, jakby oczekiwał ze strony Roxi wielkiego tulasa.
-Nawet nie wiesz jaka to super informacja. Wreszcie nadrobimy te stracone miesiące. -zielonooka uśmiechnęła się do chłopaka.
------------------------------------------------
*PO LEKCJACH*
------------------------------------------------
Wraz z ostatnim dzwonkiem, który zwiastował koniec lekcji uczniowie wybiegli z radością ze szkoły. Roxi zeszła powoli ze schodów, po czym usiadła na trawie pod wysokim dębem i oparła się o niego. Wyjęła z torby schłodzony napój, po czym otworzyła go i powoli zaczęła sączyć. Obserwowała w tym samym czasie nastolatków ze swojej klasy, którzy radośnie rzucali się po trawie i włączali znane piosenki. Sielankę przerwał Mal, który jak zwykle z uśmiechem podszedł do niej i zasłonił oczy.
-Kto zaś? - zapytała brunetka odstawiając napój od ust.
-Ktoś, kogo bardzo lubisz - zaśmiał się chłopak.
-No nie wierzę... Mehmet Gunsur? - zapytała z lekką ironią.
-No wiesz co... Foch for you na zawsze...
Mal odsłonił oczy Roxi, po czym usiadł obok i zaczął udawać obrażonego. Dziewczyna pochłonęła kolejny łyk napoju, poklepując go w tym samym czasie po plecach.
-No już już, nie obrażaj się Evi...
Lecz on tylko przeciągnął się, po czym położył swoją głowę na jej nogach. Roxi przez chwilę trzymała puszkę przy ustach, czerwieniąc się trochę. Po chwili jednak odłożyła ją i sięgnęła po torbę. Szukała w niej czegoś przed dłuższą chwilę, po czym bez ostrzeżenia zaczęła okładać go lekko podręcznikiem do historii.
-Ty leniu jeden, co się na mnie kładziesz? - zaśmiała się brunetka.
-Ej no, bez takich mi tu - chłopak zasłonił się rękami, po czym usiadł i próbował wyrwać jej podręcznik. Po kilku nieudanych próbach złapał ją za nadgarstki i przytrzymał.
-Dlaczego mnie bijesz? - spojrzał na nią ze swoją smutną miną.
-Dlaczego się na mnie kładziesz? - spytała spokojnie Roxi, dalej trzymając podręcznik w dłoniach.
-Jak tak robiłem na placu zabaw to ci nie przeszkadzało
-Ale to było jedenaście lat temu, kiedy mieliśmy po pięć latek. A teraz jest mi gorąco...
-Dobra dobra, to następnym razem spytam - powiedział ze śmiechem Mal.
-A teraz proszę odłożyć ten podręcznik i nie bić swojego kolegi.
-Dobra... Ale jak zaś coś zrobisz głupiego, to znowu oberwiesz - powiedziawszy to brunetka schowała książkę do torby i wstała z ziemi.
-Pora wracać do domu, bo robi się gorąco. Idziesz?
-Jasne - odparł brunet, po czym również wstał i wziął swój plecak.
Oboje w drodze powrotnej wspominali stare czasy, kiedy poznali się po raz pierwszy i jak kłócili się o każdą drobnostkę na placu zabaw.

2. Chill out

Po wyjściu z lasu i przekroczeniu ulicy nastolatkowie pożegnali się w dobrym humorze, po czym udali do swoich domów. Dzień był bardzo upalny, dlatego dziewczyna od razu po przekroczeniu progu swojego pokoju rzuciła torbę w kąt i upadła na pościel. Leżała tak przez dłuższą chwilę, rozkoszując się chłodnym, jedwabnym materiałem dotykającym jej bladej skóry. Po chwili jednak wstała i powolnym krokiem ruszyła w stronę torby. Podniosła ją powoli, przy czym otworzyła ją i wyjęła zeszyty.
-Dlaczego zawsze muszą nam zadawać tyle zadań z matematyki... - mruknęła cicho do siebie brunetka.
Usiadła przy swoim biurku, na którym znajdował się czarny laptop i pospiesznie zaczęła odrabiać wszystkie lekcje. Wszystkie z wyjątkiem tej cholernej matematyki. Po co miała się męczyć i psuć sobie dobry humor, który został jej jeszcze ze spotkania z przyjacielem? Z tego rozmyślania wydobył ją ciepły głos jej matki, wołający na obiad. Roxi posłusznie wstała z krzesła i udała się na dół. Zbiegła po schodach i weszła do jadalni, gdzie przy stole siedziało już jej rodzeństwo. Brunetka odsunęła krzesło po czym usiadła i w ciszy czekała na obiad.
------------------------------------------------
*PO OBIEDZIE*
------------------------------------------------
Roxi wróciła do swojego pokoju, po czym znów położyła się na chłodnej pościeli. Było jej zbyt gorąco. Temperatura była o wiele wyższa, niż podczas jej mieszkania w Egipcie. Tam było w miarę znośnie, lecz w Millenis każde lato było strasznie gorące. Nagle z jej lenistwa wyrwał ją odgłos otwieranych drzwi.
-Ej siostra, wstawaj, idziemy - powiedział łagodnie brunet.
-Gdzie znowu?- odrzekła leniwo dziewczyna odwracając głowę w jego stronę.
-Umówiliśmy się z Tea'ią, Joey'em i Tristanem nad rzekę. Chcesz iść z nami? Czekają już. -kontynuował chłopak.
-Jest taki upał, że dobrze nam to zrobi.
-W sumie nie mam nic lepszego do roboty, więc mogę iść.
Roxi pośpiesznie wstała z łóżka, po czym spakowała potrzebne rzeczy i ruszyła razem z braćmi i znajomymi. Po kilku minutach cała szóstka dotarła na miejsce, gdzie rozłożyła swoje ręczniki. Dziewczyny usiadły i zaczęły ze sobą rozmawiać, natomiast chłopcy na zmianę wskakiwali do zimnej wody, robiąc przy tym hałas.
-Słyszałam, że twój kolega wrócił z Włoch -powiedziała szatynka, chcąc rozpocząć temat.
-Zmienił się?
-Tea, dlaczego mnie o to pytasz? - odpowiedziała brunetka.
-Chciałam tylko zacząć jakoś rozmowę i myślałam, że ten temat będzie trafny. -kontynuowała.
-Tęskniłaś za nim?
Roxi tylko założyła okulary i położyła się na swoim ręczniku, chcąc choć trochę opalić swoją bladą cerę i zasłonić lekkie rumieńce spoczywające na jej policzkach. Niestety, ale przy wrzaskach i notorycznie chlapiącej wodzie nie było to możliwe. Brunetka zebrała swoje rzeczy i pożegnała się z towarzystwem, udając się z powrotem do domu.

3. Niespodzianka

W drodze do domu dziewczyna ciągle rozmyślała nad słowami swojej przyjaciółki. Owszem, jej drogi przyjaciel z dzieciństwa przeszedł metamorfozę, stając się tym samym jeszcze bardziej przystojnym chłopakiem. Po policzkach Roxi można było zauważyć pojawiające się rumieńce, które zniknęły tak szybko jak się pojawiły.
-O czym ja myślę... - westchnęła brunetka.
-Przecież to tylko mój przyjaciel, nikt więcej.
-Kto jest tym przyjacielem?
Dziewczyna gwałtownie upuściła torbę i obróciła się, chcąc uderzyć źródło głosu. Na widok chłopaka zaniemówiła i po kilku sekundach opuściła dłoń.
-Mal, czy ciebie nie uczyli, żeby nie straszyć samotnych ludzi w lesie!? - głos dziewczyny drżał z każdym słowem.
-Mogłam cię uszkodzić!
-Od kiedy naszła cię ochota, żeby mnie uszkodzić? -szatyn zaśmiał się i po chwili oparł o drzewo.
Roxi stała przez chwilę w zupełnej ciszy.  Próbowała wykrztusić cokolwiek pasującego do tej sytuacji, ale jak zwykle zjebała. Podniosła torbę i z ironią spojrzała w oczy Mal'a. -Od kiedy się tutaj sprowadziłeś z powrotem...
Chłopak momentalnie stracił swój uśmiech i gwałtownie odepchnął się od drzewa. Podszedł bliżej niej i spojrzał w jej zielone oczy. Nagle bez jakiegokolwiek ostrzeżenia wybuchnął śmiechem. -No dobrze dobrze Rox, już nie będę cię straszył, haha!
-C - co cię tak śmieszy!? - warknęła dziewczyna w totalnym szoku.
-Jesteś po prostu zabawna. Starasz się być przekonywująca, ale nie można brać cię na poważnie,uwierz. Jesteś jak to małe dziecko, które nie odejdzie nigdzie bez lizaka. Po tych słowach Mal poczochrał swoją przyjaciółkę po czarno-różowych włosach i uśmiechnął się troskliwie.
--------------------------------------------
W tym samym czasie w domu państwa Whittakerów, Nicole gościła swoją przyjaciółkę z domu naprzeciwko. Popijając kawę, z radością wspominały czasy liceum i swoją młodość.
-Wybacz, że zapytam, ale ile to już lat od śmierci Ramzesa? - spytała łagodnie Nicole, odstawiając filiżankę na ławę.
Aris westchnęła. Nie lubiła tego tematu, ponieważ tak bardzo ranił ją i jej dzieci. Również odłożyła filiżankę i spojrzała na ziemię przymrużając lekko oczy.
-To już trzy lata...
-Przykro mi, nie chciałam dotykać tego tematu - powiedziała szatynka.
-Nie Nicole, jest dobrze... Muszę się z tym wreszcie pogodzić, że Ramzes nie wróci... - brunetka uśmiechnęła się na wymus, po czym zmieniła temat.
-A jak twoje dzieci? Dalej rozrabiają?
-Niestety tak, choć jest lepiej niż kiedyś. Zauważyłam, że Mal chyba się zakochał. - szatynka rozpromieniała.
-Naprawdę? W kim?
-Tego jeszcze nie wiem, ale ciągle wychodzi z domu i wraca w cudownych nastrojach. Ma dokładnie tak samo jak Mike po spotkaniach z Zoey.
Kobiety gawędziły jeszcze chwilę, po czym Aris pożegnała się i wróciła do domu.
--------------------------------------------
Po kilkunastu minutach spaceru po lesie i wszelakich rozmowach Mal doprowadził Roxi do wielkiego dębu na górce. Niedaleko płynęła spokojna rzeczka, która roznosiła kojący szum. Nastolatkowie usiedli na trawie, po czym oparli się o korę drzewa.
-Jak tutaj pięknie... - szepnęła dziewczyna.
-Zgadzam się - dodał chłopak, po czym wyjął scyzoryk.
-Będzie jeszcze piękniej.
Wstał i kilkoma sprawnymi ruchami podpisał się na pniu. Zadowolony z efektu podał narzędzie towarzyszce. Ta po chwili namysłu również wstała i wystrugała swoje inicjały, po czym oddała scyzoryk. Nastała cisza. W tle dalej było słychać szum rzeczki, która mieszała się z szumem drzewa. Roxi odwróciła się i spojrzała na horyzont. Było tutaj zupełnie jak w jakiejś bajce.

4. Nowe uczucie

Po kilkunastu minutach postoju i ciszy, w tle nagle rozległ się odgłos grzmotu, który przyprowadził ze sobą deszcz. Pomimo tego miejsce dalej zdawało się mieć to coś.
-Kurde, akurat teraz musi? - zirytowała się czarnowłosa.
-Ej, spokojnie. Przecież nie będzie takiej pogody przez całe życie,co nie? - dodał szybko chłopak.
-Zobaczysz, szybko się rozjaśni i...
Nim Mal zdążył dokończyć zdanie, z pochmurnego nieba uderzył piorun. Roxi w przypływie paniki odruchowo przytuliła się do szatyna, przez co ten zarumienił się. Po chwili jednak nieśmiało objął ją jedną ręką, po czym zaprowadził do pobliskiej pustej chatki.
--------------------------------------------
W środku było całkiem przytulnie. Ściany oraz podłoga były wykonane z pięknego, ciemnego drewna zaś w salonie znajdowała się duża, kremowa sofa a razem z nią stolik, regał z książkami, fotel oraz kominek. Ponadto na środku podłogi leżał duży i puchaty dywan, a ściany zdobiły trofea wykonane z głów upolowanych zwierząt. Całość była urządzona w dość myśliwski sposób.
--------------------------------------------
-Roxi, otwórz oczy - powiedział ciepło chłopak, zamykając za sobą drzwi.
-G - Gdzie jesteśmy? - wyjąkała dziewczyna, otwierając oczy.
-Co to za miejsce?
-Nie wiem, znalazłem je kiedyś przez przypadek i urządziłem tutaj swoją bazę.
-Mal, przecież tutaj ktoś może mieszkać! - dziewczyna z przerażenia puściła go.
-Spokojnie, od tamtego czasu byłem tutaj jeszcze kilka razy i nic ani razu nie zostało ruszone. Szatyn uśmiechnął się na co czarnowłosa z ulgą usiadła na sofie. Chłopak z kolei podszedł do kominka i w mgnieniu oka rozpalił ogień.
-Oby ta burza szybko się skończyła... - westchnęła Roxi.
-Boisz się jej? Przecież to nic złego. - odpowiedział chłopak, który w tym momencie usiadł obok niej.
-Nie to, że się jej boję, ale po prostu... Po prostu jej nie lubię i tyle. Jest za głośna i niebezpieczna.
-Za głośna? Oj Roxi, oboje dobrze wiemy, że głośniejsze od burzy jest twoje słuchanie piosenek, haha!
Brunetka tym razem zdenerwowała się na dobre. Złapała leżącą obok poduszkę i uderzyła towarzysza. Po chwili on również zrobił to samo, a po kilku minutach rozegrała się całkowita bitwa na poduszki.
--------------------------------------------
Tymczasem w domu rodziny Moto, Aris krzątała się po domu nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Jej córka pomimo tak okropnej pogody nie wróciła jeszcze do domu. Ba, nie było jej już od popołudnia, kiedy wyszła nad jezioro z braćmi i przyjaciółmi. Próbowała się z nią skontaktować, lecz telefon córki nie odpowiadał. Całkowicie zmartwioną i załamaną kobietę wyrwał głos jej młodszego syna Yugiego.
-Mamo, wszystko ok? - zapytał zmartwiony nastolatek.
-Niestety nie, nie uspokoję się, póki twoja siostra nie wróci do domu. - odpowiedziała kobieta.
-Mamo, Roxi jest dorosła i na pewno nic jej nie jest. Znając ją to poszła do jakiegoś znajomego albo ukryła gdzieś i czeka, aż pogoda się polepszy.
-Chciałabym w to wierzyć, ale jako matka nie mogę się jednak uspokoić...
-Wróci niedługo, zobaczysz.
Chłopak podszedł do matki i przytulił ją serdecznie. Kobieta uśmiechnęła się pomimo łez.
--------------------------------------------
W drewnianej chatce bitwa na poduszki trwała w najlepsze. Wszędzie było pełno pierza, ale podczas każdej dobrej zabawy jest bałagan.
-Możesz się już poddać! - krzyknęła zielonooka gotowa do ataku.
-Nie ma takiej opcji Rokiś! - odparł brunet śmiejąc się.
-Sama się poddaj!
-O nie, ja się nigdy nie poddaję!
Po tych słowach Roxi skierowała się w stronę Mal'a. Pech dał, że pośliznęła się na pierzu i wylądowała prosto na chłopaku. Ich usta złączyły się niechcący, a na ich twarzach wyskoczył ogromny rumieniec. Dziewczyna szybko wstała i nie wiedząc co robić postanowiła stać w ciszy. Szatyn chcąc przerwać niezręczną sytuację spojrzał w okno, po czym poinformował swoją koleżankę, że pogoda poprawiła się. Zaproponował, że odprowadzi ją do domu, na co Roxi zgodziła się nieśmiało. Po drodze żadne z nich nie było w stanie wymienić ze sobą zdania.
-Cóż, więc... Jesteśmy na miejscu... - odrzekł Mal.
-Tak... Dzięki... - odpowiedziała nieśmiało Roxi.
-Hehe, nie ma za co, to była sama przyjemność.
Chłopak uśmiechnął się, na co Roxi po raz ostatni dała mu całusa i otworzyła drzwi.
-Do jutra, Mal...
-...Do jutra, Roxi...
Dziewczyna zamknęła za sobą drzwi, a chłopak z totalnym rumieńcem udał się w stronę swojego domu.

5. Randka

Nastał nowy dzień. Roxi od rana chodziła cała w skowronkach co od razu zauważyła jej matka.
-Roxi, stało się coś, że od rana jesteś taka szczęśliwa?
-N - Nie, po prostu mam dzisiaj szczęśliwy dzień i wszystko mnie cieszy...
-Pamiętam, kiedy poznałam waszego ojca. Wtedy również miałam taki szczęśliwy dzień.
-Opowiesz mi o tym?
-No dobrze... Kilka lat temu, kiedy byłam w twoim wieku wybrałam się na wycieczkę do Egiptu. Była ze mną twoja ciocia oraz kilka innych osób. Drugiego dnia na wycieczce poszliśmy do pobliskiego baru, żeby spróbować tamtych smaków. Wtedy podszedł do nas wasz ojciec i po krótkiej rozmowie postawił drinki. Na następny dzień spotkałam go w dyskotece, skąd razem udaliśmy się na spacer wzdłuż rzeki. Księżyc świecił jasno na niebie i to było takie romantyczne. Wtedy właśnie wyjawił mi, że zakochał się we mnie. To było jak grom z jasnego nieba, ponieważ ja sama poczułam coś do niego, kiedy tylko go zobaczyłam.
-Mamo, nie bałaś się, że facet z obcego kraju coś ci zrobi? - wtrąciła dziewczyna.
-Wiesz, nie miałam takich obaw. To się nazywa miłość od pierwszego wejrzenia. - odpowiedziała kobieta.
-I co było dalej? - dodała szybko brunetka.
-Spotykaliśmy się jeszcze przez kilka dni. Później wróciłam do Polski i w międzyczasie smsowaliśmy ze sobą, a Ramzes odwiedził mnie po kilku tygodniach. Po dwóch latach znajomości pobraliśmy się, a później na świat przyszliście wy. I przyszliście na świat, kiedy była u niego w odwiedzinach.
-Wow, tego nie wiedziałam... Dzięki mamo!
Po tych słowach Roxi chciała udać się do swojego pokoju, lecz zatrzymały ją słowa Aris.
-Widziałaś się już z Malem? Ponoć mieszka niedaleko ze swoimi rodzicami. Z tego co pamiętam jako dzieci byliście nierozłączni. Wydawało się nawet, że wy...
-Nie nie nie, my tylko jesteśmy przyjaciółmi. I tak, widziałam się z nim wczoraj. - odparła brunetka.
-No cóż, skoro tak twierdzisz... Ale byłaby z was ładna para!
-Mamo!
--------------------------------------------
Tymczasem w domu Whittakerów Mal leżał w swoim pokoju i słuchał muzyki. Wciąż myślał o tym niefortunnym pocałunku z Roxi. Zdecydował, że weźmie wszystko w swoje ręce i urządzi randkę.
-Raz się żyje... - odparł.
Zabrał z domu koc oraz przekąski i udał się na ich wspólną polankę. Rozłożył wszystko i zdzwonił do dziewczyny. Po kilku minutach Roxi zjawiła się w umówionym miejscu.
-Dzięki, że przyszłaś... - powiedział nieśmiało chłopak.
-Nie miałam nic ciekawego do roboty, a lubię spędzać z tobą czas, więc... - uśmiechnęła się dziewczyna.
-Tak w sumie to zaprosiłem cię tutaj z jednego powodu...
-Tak? Jakiego?
-Roxi... - westchnął.
-Zakochałem się w tobie... Po wczorajszym zdarzeniu nie mogłem przestać myśleć o tobie. Sprawiłaś,że lepiej patrzę na świat i nie mogę przestać o tobie myśleć. Wiem,że się powtarzam, ale inaczej nie mogę...
Roxi westchnęła a następnie z uśmiechem pocałowała Mal'a. Był to namiętny, zmysłowy i długi pocałunek. Słońce powoli zaczynało zachodzić, lecz nastolatkowie nie zważali na to.
-Mal, ja ciebie też kocham i to nawet od dawna. - powiedziała brunetka.
-Serio? Od kiedy? - dodał chłopak.
-Od roku kocham się w tobie. Kiedy wyjechałeś do Włoch to myślałam, że już cię nie zobaczę, a tu proszę... Wróciłeś do Millenis.
-Trzeba było powiedzieć. - uśmiechnął się Mal.
Oboje zaczęli korzystać z reszty dnia jedząc i pijąc oraz przechadzając się wzdłuż rzeczki.

6. Stary przyjaciel

Wakacje minęły zaskakująco szybko i znowu nadeszła szkoła. Roxi leniwie wstała z łóżka, po czym ubrała się i udała na śniadanie.
-Witaj, Roxi. Gotowa na powrót do szkoły? - zapytała ciepło jej matka.
-Nie, ale dzięki moim przyjaciołom... No i Malu... Przetrwam jakoś ten rok szkolny - zaśmiała się czarnowłosa.
-Serio? Znowu o nim gadasz?
Roxi natychmiast odwróciła się w kierunku drzwi, gdzie ujrzała swojego starszego brata.
-Masz jakiś problem, Yami? - wtrąciła szybko czarnowłosa.
-Tak, bo go nienawidzę i przestań o nim gadać! - krzyknął chłopak.
W tym momencie Aris musiała zareagować. Rozdzieliła swoje dzieci, po czym wręczyła im plecaki i wysłała do szkoły.
--------------------------------------------
Dzień szkolny zaczął się matematyką, którą prowadził ich wychowawca, pan Brown. Był on dość wymagającym nauczycielem, ale zawsze można było liczyć na jego pomoc. Uczniowie leniwie weszli do sali i zajęli swoje miejsca. Wyciągnęli swoje książki oraz zeszyty, po czy spojrzeli na drzwi.W tym momencie do klasy wchodził pan Brown razem z nowym uczniem.
-Uczniowie, przedstawiam wam nowego ucznia. Nazywa się Mason i od dziś będzie chodził z wami do klasy. Przyjmijcie go ciepło.
Chłopak był dość wysoki oraz przy kości, a na jego twarzy znajdował się lekki zarost, który komponował się z jego brakiem włosów. Ubrany był w białą koszulkę na ramiączkach, spodnie w moro oraz żołnierskie buty. Na szyi nosił zaś srebrny nieśmiertelnik, który zwrócił uwagę innych uczniów. Nagle w klasie rozległ się czyjś głos.
-Mason?! To naprawdę ty? Usiądź ze mną, mamy wiele do opowiedzenia!
Był to Mal, który nigdy nie wyrywał się na żadnym przedmiocie. Pan Brown szybko skarcił chłopaka, a Mason usiadł w jego ławce. Roxi przyglądała się im z ciekawością i nutką zazdrości. Coś jej się nie spodobało w tym chłopaku. Według niej był jakiś dziwny i wyczuwała od niego kłopoty.
--------------------------------------------
Lekcja matematyki zleciała szybko i dla niektórych przyjemnie. Na przerwie każdy z zaciekawieniem opowiadał o nowym uczniu i Malu, który bardzo ucieszył się na jego pojawienie. Zielonooka siedziała na korytarzu i czekała, aż Mal wreszcie ją zauważy i dołączy do niej. Tak bardzo lubiła spędzać z nim przerwy i każdą sekundę, ale dzisiaj było to niemożliwe. Chłopak wolał spędzać każdą wolną chwilę ze swoim starym znajomym, niż własną dziewczyną. Z rozmyślań wyrwał ją głos Tea'i.
-Roxi, nie przejmuj się. Dawno się nie widzieli i chcą nadrobić dawne lata. Mal cię bardzo kocha i zapewne już jutro wszystko wróci do normy. Roxi tylko uśmiechnęła się i spuściła głowę. Dalej obserwowała chłopaków radośnie rozmawiających.
-Obyś miała rację...
--------------------------------------------
Nastała lekcja WFu, która tym razem miała odbyć się z chłopakami. Dziewczyna z uśmiechem na twarzy weszła na salę z nadzieją, że jak zawsze będzie w parze ze swoim chłopakiem, ale kiedy tylko przekroczyła próg sali doznała szoku. Mal wybrał do pary Masona. Tak po prostu zastąpił ją tym grubasem. Roxi nie miała wyjścia. Ze smutkiem dołączyła do pary ze swoim bratem, ale od czasu do czasu spoglądała na nich z zazdrością. Próbowała przypomnieć Malowi, że to ona jest najlepsza z tego przedmiotu, niż jakiś tam Mason. Niestety, nie zauważyła lecącej w jej kierunku piłki od koszykówki, przez co dostała w twarz i upadła na ziemię. Chwyciła się za nos, a po chwili poczuła coś mokrego na dłoni. To była krew.
-Roxi, ja cię tak bardzo przepraszam! - powiedział Yami, który podbiegł do swojej siostry.
-Wstań, musimy iść szybko do higienistki!
Roxi tylko przytaknęła lekko głową, po czym oboje wyszli z sali. Mal próbował iść za nimi, ale Mason zatrzymał go.
-Nic jej nie będzie. Jej brat dobrze się nią zaopiekuje...
-Ale to moja dziewczyna, Mason! - warknął Mal.
-Wiem, ale jest pod dobrą opieką. Wracajmy teraz do ćwiczeń, a na przerwie pójdziemy do niej...
Roxi tymczasem siedziała na stołku z chusteczką przy nosie, kiedy higienistka położyła na jej szyi woreczek z lodem, żeby szybciej zatamować krwawienie.
-Przytrzymaj to kochanie, a ja zaraz wrócę. - powiedziała ciepło pani Brooks.
-Dobrze... - dodała cicho Roxi.
Po wyjściu higienistki, Roxi zaczęła rozglądać się po gabinecie. Z ciekawości weszła na wagę, żeby sprawdzić, ile waży.
-Nie jest źle... - mruknęła.
W tym momencie drzwi się otworzyły i do gabinetu wszedł Mal razem z Masonem.
-Rokiś, jak się czujesz? - spytał troskliwie brunet.
-A jak mam się czuć? Oberwałam piłką w twarz i leci mi krew z nosa... - odpowiedziała zirytowana zielonooka.
-I widzę, że teraz wszędzie chodzicie razem...
-Przestań, po prostu się martwiliśmy! O co ci chodzi?
-Serio chcesz wiedzieć? Dobrze! Po prostu on ma na ciebie zły wpływ! - warknęła Roxi.
-Wiesz co?! Ja się o twoich znajomych nie wypowiadam, dlatego uszanuj to, że ja i Mason się przyjaźnimy! Dawno się nie widzieliśmy i ty próbujesz to zepsuć, bo co?! Jesteś zazdrosna?!
Roxi tylko patrzyła na nich z wściekłością w oczach. Chciała coś powiedzieć, ale nie zdążyła.
-Wiesz, nie mam ochoty dłużej z tobą rozmawiać... Chodź,Mason... Idziemy na korytarz...
-Ja za chwilę dołączę, Mal. Chciałbym tylko chwilę z nią porozmawiać. - wtrącił błękitnooki.
Po tych słowach Mal opuścił gabinet, a Roxi patrzyła w szoku na chłopaka.
-Roxi,tak? -zaczął Mason.
-Nie wiem, kim jesteś i co chcesz zrobić, ale powiem ci jedno... Ja i Mal jesteśmy najlepszymi kumplami, więc lepiej będzie, jeśli go zostawisz. Żadna baba nie zepsuje nam naszej znajomości, więc odpuść.
-A jak tego nie zrobię?! - wtrąciła szybko Roxi.
Od razu pożałowała tych słów. Mason podszedł do niej, po czym chwycił za włosy i podniósł lekko do góry. Drugą ręką natomiast uderzył ją w nos co sprawiło, że krew zaczęła lecieć od nowa. Dziewczyna gorączkowo chwyciła chusteczkę, po czym przyłożyła ją do nosa.
-To tylko ostrzeżenie, które mam nadzieję zrozumiesz i zerwiesz z nim... Na razie.
Zielonooka z przerażeniem patrzyła na zamykające się drzwi. Wiedziała teraz, że ten cały Mason wprowadzi Mala w kłopoty i pomimo gróźb będzie musiała go jakoś ostrzec.

7. Kłopoty

Następnego dnia szkoły, Roxi jak zawsze czekała na Mala pod jego domem. Spojrzała na zegarek i zaniepokoiła się. Zadzwoniła więc do drzwi, które po chwili otworzyła Nicole.
-Witaj, Roxi. - powiedziała ciepło.
-Stało się coś?
-Dzień dobry, jest może Mal? Czekam na niego, ale nie odbiera telefonu, więc postanowiłam zapytać, czy jest jeszcze w domu? - zapytała czarnowłosa.
-Niestety nie. Był tutaj po niego jakiś tęgi chłopak i razem poszli do szkoły jakieś trzy minuty temu. Roxi tego się obawiała. Mason za wszelką cenę starał się wykreślić ją z życia jej chłopaka. Bez słowa szybko pobiegła w kierunku szkoły. Kiedy dotarła na miejsce zobaczyła swojego chłopaka razem z bandytą, który dzień wcześniej groził jej i uderzył. Była wściekła, więc postanowiła zareagować. Chciała za wszelką cenę ochronić Mala przed tym grubym zbirem.
-Mal, możemy porozmawiać na osobności? - powiedziała stanowczo zielonooka.
-Nie widzisz, że teraz rozmawiam? - odpowiedział chłopak.
Roxi jednak złapała Mala za rękę, po czym zaciągnęła go do pustej sali. Zamknęła drzwi i kazała mu usiąść.
-Mal, posłuchaj mnie... - powiedziała.
-O co ci chodzi ciągle?! Co ty masz do Masona?!
-Mal... - starała się kontynuować zielonooka.
-Nie, teraz ja mówię! Ty masz do niego ciągle jakieś uprzedzenia! - warknął brunet.
-Posłuchaj mnie...
-On jest całkiem spoko, ale nie, ty ciągle musisz...
-ON MI GROZIŁ! - krzyknęła dziewczyna.
Na moment zapanowała cisza w sali. Roxi dyszała ze zdenerwowania i była cała czerwona, a w jej oczach szkliły się łzy.
-Wiesz co... - powiedział nagle brunet.
-Wymyśl coś lepszego...
-Mal, ale to jest prawda! Dlaczego tak bardzo ufasz jemu a nie mi?!
-Bo znam go i wiem, że nigdy nie zrobiłby czegoś takiego!
W tym momencie Roxi nie wytrzymała. Wymierzyła chłopakowi cios w twarz, po czym wybiegła z sali. Biegiem popędziła przed siebie, opuszczając tym samym teren szkoły i udała się na ich wspólną polankę.
-Dlaczego... - wyszeptała, siadając pod drzewem.
-Dlaczego mi to robisz?... Chciałam cię chronić przed tym zbirem a ty tak? Dobrze, niech będzie... Z nami koniec, Mal!
Po tych słowach czarnowłosa wyjęła z kieszeni scyzoryk i jednym ruchem skreśliła ich inicjały na drzewie, po czym otarła łzy i udała się do domu.
--------------------------------------------
Tymczasem Mason wszędzie szukał Mala. Chciał mieć nad nim jeszcze większą kontrolę oraz tak bardzo chciał wiedzieć o czym rozmawiał z Roxi. Po kilku minutach znalazł go w pustej biologicznej sali. Siedział przy ławce i trzymał się za obolały policzek.
-Mal, stary... Co się tu stało?
-Odejdź...
-Uderzyła cię? Musisz coś z tym zrobić! Nikt nie ma prawa bić mojego najlepszego kumpla!
Po tych słowach, Mason wyciągnął bruneta z sali i razem udali się na dziedziniec szkolny. Dyskutowali o całym zajściu, a Mal coraz bardziej otwierał się Masonowi. Opowiedział mu o wszystkim, na co błękitnooki tajemniczo się uśmiechnął.
------------------------------------------
Nastała godzina 22. Roxi jak zawsze o tej porze lubiła pospacerować po lesie, żeby przewietrzyć umysł i posegregować myśli. Nie bała się ciemności, ponieważ dzięki Lwiemu Amuletowi umiała widzieć w mroku. Nagle usłyszała kroki. Odwróciła się, ale nikogo nie zauważyła. Potrząsnęła głową i wtem usłyszała śmiech. Jej oczom po chwili ukazała się masywna męska sylwetka.
-Witaj ślicznotko... - powiedział głos.
-Mason... Czego chcesz?! - warknęła czarnowłosa.
-Ja? Ja po prostu lubię chodzić o tej porze po lesie. Coś nie tak?
W tym momencie Mason stanął obok Roxi i pogładził po policzku. Dziewczyna momentalnie odepchnęła jego rękę i cofnęła się. Nie chciała być w jego towarzystwie ani chwili dłużej. Nie zamierzała także uciekać, bo to by nic nie dało. Wiedziała jedno, że żywo może z tego nie wyjść.

8. Miałaś rację

Błękitnooki nie był tą sytuacją zadowolony. Podszedł jeszcze bliżej i powalił Roxi na ziemię. Dziewczyna była w totalnym szoku i tylko patrzyła na niego z przerażeniem.
-Miałaś zostawić mojego kumpla w spokoju, suko! - warknął.
-Puść mnie! Między nim a mną jest wszystko skończone! - odpowiedziała.
-Wiesz, jakoś ci nie wierzę!
W tym momencie Mason podniósł rękę i uderzył zielonooką w twarz. Krew momentalnie popłynęła z jej nosa, na co zbir zaśmiał się z wyższością. Po chwili chwycił dziewczynę za włosy i pociągnął w górę. Roxi starała się uwolnić, ale jego uścisk był zbyt silny.
-Jak się teraz czujesz, dziwko?! - zaśmiał się błękitnooki.
-To za to, jak potraktowałaś Mala!
-Co cię obchodzi, jak ja go traktuję?! Powtarzam ci, że między nami wszystko skończone! On woli ciebie! - krzyknęła Roxi.
Mason nie był zadowolony z tej odpowiedzi. Uderzył dziewczynę jeszcze kilka razy w twarz, po czym puścił. Chwycił leżący na ziemi kij i zaczął uderzać nim o nogę czarnowłosej, dopóki nie usłyszał trzasku. Zielonooka wrzasnęła z bólu, po czym skuliła się na ziemi. Jej lewa noga została brutalnie złamana. Mason zaśmiał się, po czym ponownie chwycił Roxi za włosy i zaczął uderzać jej głową o drzewo.
--------------------------------------------
Tymczasem Mal był załamany. Wracał właśnie z polanki, na której kilka godzin temu ktoś skreślił ich inicjały na drzewie. Domyślił się, że to byłą Roxi, ponieważ tylko oni wiedzieli o tym miejscu. Skierował się do lasu, żeby przemyśleć wszystko. Chciał poukładać swoje myśli. Nagle usłyszał znajome głosy. Wiedział, że należą one do Masona i Roxi. Zaciekawiony pobiegł w ich stronę. Co Mason chciał do Roxi? Dlaczego ona płakała? Kiedy dobiegł na miejsce doznał szoku. Jego przyjaciel właśnie katował jego dziewczynę.
-Mason?! Co ty do cholery robisz!? - krzyknął.
Błękitnooki tylko odwrócił się w jego stronę i uśmiechnął, pokazując swoje zęby.
-Uwalniam cię od problemu, Malik.
Tego było za wiele. Brunet momentalnie rzucił się na Masona i zaczął okładać go po twarzy.
-Nie daruje ci tego! Jak mogłeś ją tknąć?! Ona miała rację co do ciebie! TY CHOLERNY BANDYTO!
Mal nie panował na sobą. Kiedy w grę wchodziło zdrowie a nawet życie Roxi, był w stanie walczyć do ostatniej kropli krwi. Dziewczyna tym czasem wiła się z bólu na ziemi. Jej lewa noga bolała ją coraz bardziej, a jej oczy mimowolnie napełniały się łzami. Nigdy nie płakała, ale teraz nie zważała na to. Jej biała bluzka nabrała gdzieniegdzie czerwonego koloru od krwi, która leciała z licznych ran i siniaków.
-I żebym cię już nigdy nie widział! - krzyknął nagle brunet.
-Rokiś, tak bardzo cię przepraszam! Jakim ja byłem debilem!
Chłopak podszedł do zielonookiej, po czym pomógł jej wstać. Roxi oparła się o niego mimowolnie, ledwo stojąc na jednej nodze.
-Wybacz mi! Mogłem od razu cię posłuchać, zwłaszcza, że znałem go i jego charakter! Jaki ja byłem zaślepiony...
-N - Nie chcę o tym rozmawiać... I ty też się do mnie nie odzywaj...
Mal bez słowa zaprowadził swoją dziewczynę do pobliskiego szpitala, gdzie została od razu przyjęta i zawieziona na blok operacyjny.
-Pan jest kim dla poszkodowanej? - spytała lekarka.
-Jestem jej chł... Znaczy jestem jej bratem... Czy wszystko będzie z nią dobrze? - odpowiedział Mal.
-Tak, trafiła do nas w odpowiednim momencie. Ty wiesz może, kto ją tak urządził? - powiedziała lekarka.
-Wiesz,że będę musiała wezwać policję?
-Tak... I proszę to zrobić! To wszystko wina Masona Petersona! To on ją chciał zabić!
-Dobrze, dziękuję za tą informację. Przepraszam, ale będę musiała zadzwonić.
Lekarka wyjęła telefon i udała się do pokoju. Mal usiadł na korytarzu i był w totalnym szoku. Gdyby tylko posłuchał Roxi od razu, nie musiałaby teraz cierpieć. Tak bardzo nienawidził siebie za to wszystko, ale jeszcze bardziej nienawidził swojego dawnego przyjaciela. Gdyby mógł, z chęcią by go zabił. Pozostało mu tylko czekać i mieć nadzieję, że z jego Roxi wszystko będzie w porządku.

9. Nowa szansa

Operacja trwała już kolejna godzinę. Mal wciąż czekał na korytarzu, co jakiś czas chodząc z nerwów i niepokoju. Kolejna kawa, która kupił w automacie na uspokojenie nic nie dala. Był coraz bardziej zmęczony, ale za nic nie chciał opuszczać swojej ukochanej. Gdyby tylko mógł chętnie zamieniłby się z nią miejscem. Ciągle powtarzał sobie w głowie, że to jego wina. Dlaczego w ogóle pozwolił tak niebezpiecznej osobie zbliżyć się do swojego najcenniejszego skarbu?
-Pan Whittaker?
Nagle z całego zamyślenia wyrwał go kobiecy głos. Chłopak natychmiast podbiegł do pielęgniarki pełen niepokoju.
-Tak, czy coś się stało z Roxi? - odpowiedział.
-Operacja właśnie się skończyła. Pacjentka zaraz zostanie przewieziona na sale pooperacyjna, lecz jest pewna sprawa...
-O co chodzi? Czy stało się coś poważnego?!
Brunet starał się nie okazywać łamiącego głosu, jednak był na tyle przerażony, że w głowie kłębiły mu się najczarniejsze scenariusze.
-Pacjentka musi pozostać w śpiączce przynajmniej tydzień. To wszystko.
Chłopak nie miał szans zareagować, gdyż pielęgniarka szybko zniknęła za drzwiami jednej z sal. Mal szybko i niepostrzeżenie udał się do owej sali, na której znajdowała się Roxi. Widok który zobaczył załamał go. Jego ukochana miała na sobie pełno bandaży oraz była podpięta pod urządzenie pomagające jej lepiej oddychać. Na skórze wciąż znajdowały się siniaki po pobiciu.
-Rox? - zapytał nieśmiało, lecz jego ukochana ani drgnęła.
-Roxi, ja tak strasznie chciałbym cię przeprosić... Zachowywałem się jak skończony debil... To wszystko moja wina! To ja tu powinienem leżeć i walczyć!
Chłopak chwycił bladą rękę swojej dziewczyny i uklęknął obok jej łóżka. Ucałował jej dłoń i rozkleił się. Łzy płynęły po jego policzkach. Czuł się okropnie, niczym skarcone dziecko. Nagle coś w nim pękło. Ucałował czarnowłosą w głowę i szybko wybiegł z sali.
--------------------------------------------
Tymczasem w głowie Roxi trwała prawdziwa burza. Jej dusza odłączyła się od reszty i wyleciała z ciała. To wtedy na urządzeniu ukazała się długa linia. Pielęgniarki natychmiast przybiegły do sali zaalarmowane pikaniem, gdzie po chwili znalazł się również doktor. Od razu przystąpił do reanimacji. Dusza dziewczyny patrzyła się przerażona na to wszystko, dopóki nie usłyszała ciepłego głosu. Głosu, którego tak brakowało jej przez te kilka lat.
-Tata? - zielonooka zapytała zszokowana.
-Tak mój ty dzielny i niezwykły skarbie. - odpowiedział brunet.
Rozłożył swoje ramiona by znowu moc utulić swoją kochaną córkę. Roxi natychmiast wpadła w uścisk, a z jej oczu poleciały łzy.
-Roxi, posłuchaj mnie. Ty nie możesz jeszcze umrzeć. Jesteś jeszcze za młoda i musisz tu zostać.
-Ale ja tak bardzo chce iść z tobą! Nie chce tu dłużej cierpieć! - zielonooka kontynuowała.
-Obiecuje ci, ze zawsze będę cię chronił przed wszystkim i wszystkimi jak tylko będę mógł, ale posłuchaj mnie ten ostatni raz i wróć do swojego ciała. Zrób to dla mamy i rodzeństwa. Zrób to dla mnie. To jeszcze nie twoja pora.
Dusza Roxi powoli zaczęła rozpływać się w powietrzu, gdyż reanimacja zaczęła przynosić skutki.
-Kocham cię moja dzielna córeczko...
Ramzes delikatnie pomachał swojej córce, po czym całkowicie zniknął. Po chwili dziewczyna wróciła z powrotem do swojego ciała i ożyła.
-Udało się... - szepnął doktor.
-Mamy ja...
Roxi pomimo śpiączki wciąż utrwalała w głowie to spotkanie z Ramzesem. Przez te kilka minut czuła się najszczęśliwsza osoba, a raczej duszą na ziemi. Postanowiła, że będzie walczyć dla swojej rodziny i dla niej samej. Nie da się śmierci tak łatwo.
--------------------------------------------
Minęło dobre parę minut a Mal wciąż szedł przed siebie. Wiedział, że tym razem nie da Masonowi za wygraną. Nie po tym, kiedy zobaczył Roxi skatowaną prawie na śmierć. Potrząsnął nerwowo głową w obie strony. Chciał jak na razie zapomnieć o tym widoku, lecz nic nie pomagało. Z nerwów uderzył pięścią o pobliskie drzewo, zostawiając w korze ledwo widoczne wgłębienie. Usiadł na trawie i ze łzami w oczach spojrzał w księżyc.
-Nie daruje ci tego gnoju... Dorwę cię prędzej czy później! Choćbym sam miał zginąć to cię zabije!
Chłopak wstał i udał się do pobliskiego baru czynnego cala noc, żeby odreagować całą tą cholerną noc.
-Jedno piwo poproszę... - powiedział.
-Nie jesteś aby niepełnoletni na alkohol? - warknął barman.
-Dawaj to piwo!
-Słuchaj szczylu! Nie sprzedam ci alkoholu, bo jesteś niepełnoletni! A teraz wynocha z baru!
Brunet warknął i gwałtownie wstał ze stołka. Miał zamiar opuścić to miejsce i upić się w domu, kiedy spostrzegł znajomą postać wchodzącą do baru. Natychmiast rzucił się na niego i złapał za bluzkę.
-Ty gnoju, jak mogłeś!?
-Dalej przeżywasz tą sytuację? Przecież nic takiego się nie stało. - powiedział błękitnooki.
-Nic się nie stało? NIC SIĘ NIE STAŁO!? ONA LEDWO PRZEŻYŁA!
Mal nie panował nad sobą. Popchnął Masona na stolik i zaczął bić go po twarzy. Błękitnooki nie został dłużny. Chwycił byłego przyjaciela i przygniótł do podłogi. Jednym uderzeniem masywnej ręki złamał Malowi nos. Barman natychmiast zareagował i zagroził wezwaniem policji, lecz chłopaków to nie przestraszyło. Mal odepchnął Masona i złapał butelkę stojącą na ladzie, po czym roztrzaskał ją na łysej głowie błękitnookiego. Natychmiast polała się krew z przeciętej skóry.
-Dosyć tego! W tej chwili przestańcie i wynoście się stąd! - krzyknął barman.
-Zaraz będzie tu policja!
-I bardzo dobrze, niech zamkną tego wariata! - warknął Mal.
Mason nie wytrzymał. Puścił chłopaka i szybko wybiegł z baru. Wcale nie zamierzał odpowiadać za swoje czyny, ponieważ nie czuł się niczemu winien. Według niemu tej dziewczynie należała się nauczka i dlatego ją dostała. Dobrze wiedział, że za takie zachowanie w wojsku zostałby dyscyplinarnie zwolniony i czekałby go sąd wojskowy, ale to go nie martwiło. W końcu i tak szybko wyleciał z wojska. Tymczasem Mal postanowił wrócić do szpitala. Nie chciał już opuszczać swojej ukochanej. Wiedział, że teraz będzie musiał jej bronić przed wszystkim. Mason tak łatwo nie odpuści. Za dobrze go znał. Jego złamany nos zaczął coraz bardziej boleć, a krew nie przestawała lecieć pomimo chusteczki.
-Co ci się stało? - zapytała z lekkim niepokojem pielęgniarka.
-To nic takiego... Zaraz przejdzie. - odpowiedział chłopak.
-Pozwól jednak, że zawołam lekarza. Powinien to zobaczyć.
Rudowłosa pielęgniarka udałą się do jednej z sal, a po chwili wróciła z tym samym lekarzem, który przywrócił Roxi do życia.
-Hmm, nos jest złamany. Chodź ze mną do sali zabiegowej, muszę ci go nastawić.
-Niech będzie... - westchnął brunet.
Nie minęło zbyt wiele czasu, kiedy Mal opuścił salę z opatrunkiem na nosie. Od razu udał się do sali pooperacyjnej za zgodą lekarza i usiadł przy łóżku Roxi.
-Nie martw się, Rox... On jeszcze za to zapłaci.
Chwycił ją delikatnie za bladą rękę i ucałował. W głowie miał już pewien plan, jak raz na zawsze pozbyć się Masona. Nie mógł pozwolić, żeby taka szuja jak on terroryzowała kogokolwiek a zwłaszcza jego dziewczyny.


dd4erfv-ce91b32f-55c1-414a-9870-7805d79e8e29.gif?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzBmNjhhOGFlLWVjYzQtNDIzZi05ZjY4LTkxMzdmMzY1NDVjM1wvZGQ0ZXJmdi1jZTkxYjMyZi01NWMxLTQxNGEtOTg3MC03ODA1ZDc5ZThlMjkuZ2lmIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.jgM316kNU0DyHY3P2xVebkdc2PDE_oD6sdV5RnUtV3s

“Hey, Mom. Why did you give birth to me?”
~Ray

Offline

#2 16.05.2020 11:57

Pinky Panda
Użytkownik
Lokalizacja: IKEA
Data rejestracji: 15.07.2012
Liczba postów: 382

Odp: Pokłosie Miłości

Na wstępie powiem, że nie przeczytałam całości. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz. :P Nie jestem grupą docelową dla tego opowiadania - nie wciągnęło mnie na tyle, żebym pochłonęła je w całości. :-D


Oczywiście tym, co teraz napiszę, nie chcę Ci sprawić żadnej przykrości. Wiesz, to będzie też lekcja dla mnie o tym, jak konstruktywnie krytykować, więc jeżeli cokolwiek Cię urazi to wal śmiało!


Dodam jeszcze, że sama nie piszę żadnych tekstów prawie w ogóle (ostatnią rzeczą jaką napisałam była moja magisterka XD), a książek też jakoś dużo nie czytam. Nie jestem żadną specjalistką, nic z tych rzeczy. To co znajdziesz poniżej to będzie jedynie opinia odbiorcy. :-D


Pierwszą rzeczą jaką zauważyłam to to, że wpadłaś w pułapkę opisywania wydarzeń dokładnie tak, jak ułożyłaś je sobie w głowie. Chcesz przekazać odbiorcy każdą czynność jaką wykonują bohaterowie, właściwie nie pozostawiając miejsca dla działania wyobraźni. Przez co dostajemy, przynajmniej w moim odczuciu, wiele niepotrzebnych informacji, np.

Wyjęła z torby schłodzony napój, po czym otworzyła go i powoli zaczęła sączyć.

Raczej logiczne jest to, że żeby napić się napoju, trzeba najpierw otworzyć butelkę/puszkę, więc taka informacja jest po prostu zbędna. Właściwie to pokusiłabym się jeszcze o pominięcie wzmianki o tym, że wyjęła go z torby i poszłabym w coś takiego:

Żar lał się z nieba niemiłosiernie, więc usiadła w cieniu pod drzewem i zaczęła sączyć zimny napój.

No, ale to jest oczywiście moje odczucie, więc nie powiem czy to, co napisałam jest akurat dobre. :P
Poza tym, czasem dostajemy niepotrzebne wyjaśnienia, np.

...ostatnim dzwonkiem, który zwiastował koniec lekcji...

Skoro dzwonek był ostatni to raczej wiadomo, że oznaczał koniec lekcji.


Jeżeli chodzi o narratora to mam wrażenie, że przez większość czasu jest strasznie poważny i sztywny (wybacz mi to nieprofesjonalne słownictwo, ale, jak widać, niewiele wyniosłam z lekcji języka polskiego XD), a przecież jest to opowiadanie o nastolatkach i dla nastolatków! Chociaż czasem zdarzają się młodzieżowe słowa np.

(...)chłopak rozłożył ręce tak, jakby oczekiwał ze strony Roxi wielkiego tulasa.
czy
Próbowała wykrztusić cokolwiek pasującego do tej sytuacji, ale jak zwykle zjebała.

to w ostateczności gryzie się to z całością.
Widzę, że starasz się pisać bardzo poważnie (ech, brakuje mi słów, żeby oddać to co myślę!), ale niestety taki styl pisania nie pasuje do tej historii. Sprawiło to, że miałam trochę dysonans poznawczy przy czytaniu. ^^' Jakby jakiś stary dziad patrzył na te wydarzenia i je opisywał. XD
Na przykład spójrz na to zdanie:

Obserwowała w tym samym czasie nastolatków ze swojej klasy, którzy radośnie rzucali się po trawie i włączali znane piosenki.

Czy kiedykolwiek o osobach ze swojej klasy pomyślałaś "nastolatki"? W moim odczuciu użycie tego słowa sugeruje, że patrzy na nie starsza od nich osoba... albo że Roxi gardzi ich nastoletnimi zachowaniami, czuje się od nich bardziej dojrzała, aczkolwiek zaraz po tym mamy pozytywnie nacechowany przysłówek "radośnie", co nie klei się z resztą zdania. Plus, żeby użyć "nastolatków" w pogardliwym znaczeniu i tak trzeba byłoby całkowicie przerobić to zdanie, by brzmiało przyzwoicie. W ogólnym rozrachunku, najprostszym rozwiązaniem byłoby użycie słów "koledzy z klasy". Swoją drogą, o co chodzi z rzucaniem się po trawie? XD
Tak jeszcze w temacie użytego przez Ciebie słownictwa, to widzę, że często piszesz "po czym"... Tylko właściwie po co? Mam wrażenie, że dodaje ono to do tej "sztywności" narracji, a czasem spowalnia tempo dziejących się wydarzeń, jak np. tu:

Roxi pośpiesznie wstała z łóżka, po czym spakowała potrzebne rzeczy i ruszyła razem z braćmi i znajomymi.

Myślę, że jakbyś ujęła to na przykład w ten sposób:

Roxi zerwała się z łóżka, wrzuciła potrzebne rzeczy do torby i wybiegła przed dom, gdzie czekała na nią już cała reszta.

to bardziej oddałoby to, że dziewczyna się spieszyła. Poza tym, utkwiły mi w pamięci jeszcze te dwa zdania:

Po chwili jednak wstała i powolnym krokiem ruszyła w stronę torby. Podniosła ją powoli, przy czym otworzyła ją i wyjęła zeszyty.

Pomijając to o czym pisałam wcześniej, czyli zbędne opisywanie niektórych czynności, to dziwi mnie trochę użyty tutaj wyraz "ruszyła". Mam wrażenie, że sugeruje on długą trasę do przebycia, a choć Roxi wydaje się dość majętną osobą, bo posiada jedwabną pościel, to wątpię, żeby jej pokój był jakiś ogromny. XD Poza tym, dowiadujemy się z tego fragmentu, że dziewczynie nie chce się robić zadania domowego, bo wszystkie czynności wykonuje powoli... Więc czemu nie napisać by o tym wprost? Na przykład:

Po chwili jednak wstała, powlokła się niechętnie do torby/w stronę torby i ze znużoną miną wyjęła z niej zeszyty.

A, i teraz właśnie spostrzegłam czego brakowało mi w tych rozdziałach, które przeczytałam - opisu emocji bohaterów! Dostajemy ich bardzo mało, a przecież to opowiadanie o miłości.


Kolejną rzeczą, o której chciałabym wspomnieć są dialogi postaci. Ogólnie dobrze byłoby stworzyć specyficzny dla danej postaci język, żeby ją nieco uwiarygodnić. Bardzo spodobało mi się jak Roxi spytała się „Kto zaś?”, ale ogólnie to dialogi są nieco nienaturalne, drewniane i niezręczne. Np.

-Jak tak robiłem na placu zabaw to ci nie przeszkadzało
-Ale to było jedenaście lat temu, kiedy mieliśmy po pięć latek. A teraz jest mi gorąco...

Rozumiem, w zdaniu Mala nie zostało użyte żadne konkretne określenie czasu, żeby to właśnie Roxi mogła zaakcentować, że miało to miejsce, gdy byli dziećmi… ale jednak „Jak tak robiłem na placu zabaw” brzmi po prostu dziwnie. Zaproponowałabym coś takiego:

- Kiedyś ci to nie przeszkadzało.
- To „kiedyś” było jedenaście lat temu, kiedy mieliśmy po 5 lat. Zejdź ze mnie, bo mi gorąco…

Zastanów się co Ty byś powiedziała w takiej sytuacji, jakich słów byś użyła. Pomyśl jak sama rozmawiasz ze swoimi znajomymi, jak oni rozmawiają ze sobą. Myślę, że to może bardzo pomóc. :-D


No i docieram do ostatniej rzeczy, czyli realizm i logika zachowań. Kiedy przeczytałam o tym, że Mal był we Włoszech, ale wrócił, bo szkoła była do bani, zaczęłam się zastanawiać – jak długo tam był? Kilka miesięcy? (Rekcja Roxi „Myślałam, że wyjechaliście do Włoch.” trochę sugeruje raczej niedługo.) Dlaczego się tam przeprowadził? Ze względu na pracę swoich rodziców? Jeżeli tak, to czy zwykły człowiek, który przeniósł się za zarobkiem do obcego kraju, szybko wraca z niego, tylko dlatego, że szkoła jego dziecka była do bani? Czy może szuka mu nowej szkoły tam na miejscu?
A jeżeli nie widzieli się od dzieciństwa to czy przynajmniej jedno z nich (obstawiam, że Mal, bo sprawia wrażenie bardziej otwartego), nie powinno spytać, co się działo o tej drugiej osoby przez te wszystkie lata? Jak leci? Jak się ma?
Inna rzecz, która mnie zainteresowała to klimat miasta, w którym dzieje się akcja. Dowiadujemy się, że jest goręcej niż w Egipcie. Czyli ile stopni? Czemu tam jest aż tak gorąco? Jeżeli miasto istniałoby naprawdę to gdzie byłoby położone na mapie? Jeżeli miejscowość istnieje w kreskówce to sorki, ale po prostu nie widziałam zbyt wielu odcinków.
Ogólnie postaci zachowują się troszkę dziwnie, bo jeśli Mal i Roxi nie widzieli się x czasu to raczej nie powinien się jej kłaść po nogach. Mając w dodatku na względzie to, że prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiali. No chyba, że to jakieś włoskie maniery, których nabrał zagranicą. XD (A i jeszcze jedna rzecz – jak jej zasłonił oczy, skoro siedziała pod drzewem i opierała się o nie?)


I widzę, że wpadłaś w pułapkę tworzenia sytuacji tylko po to, żeby coś przedstawić, dać czytelnikowi jakieś informacje albo doprowadzić do romantycznej sytuacji między bohaterami w nie do końca zręczny sposób. Na początku miałam wrażenie, że Roxi poszła na plażę tylko po to, żeby nie odpowiedzieć na pytanie koleżanki… No bo właściwie tam nic się nie wydarzyło. To jedno, a drugie, że wróciła do domu, bo chłopcy chlapali wodą i krzyczeli? To czego się ona spodziewała? XD Z resztą nie mogła się przesunąć trochę z tym swoim ręcznikiem? Albo im czegoś powiedzieć? No ale jak się później okazało poszła na tę plażę, żeby w drodze powrotnej spotkać Mala, który ją wystraszył zwykłym pytaniem. Myślę, że jej reakcja była trochę przerysowana, no bo kto normalny od razu bije? Już pomijając to, i tę dziwną rozmowę pomiędzy bohaterami, zastanawia mnie jedna rzecz. Skoro droga nad rzekę trwała kilka minut to nie rozsądniej byłoby pobiec do domu? Tylko pchać się do jakieś chaty w lesie? XD W ogóle to ile czasu temu Mal wrócił z Włoch, skoro tego dnia był jego pierwszy dzień w szkole, a już zdążył znaleźć i urządzić jakąś chatkę?
I jeszcze jedna sytuacja dla informacji, która wyryła mi się w pamięci, to Nicole pytająca ile czasu minęło od śmierci Ramzesa. To po prostu pozostawię bez komentarza. ;d
Nie wiem czy kojarzysz kanał Mietka Mietczyńskiego i jego cykl recenzji słabych filmów „Masochista”, ale często się zdarza, że w produkcjach, które recenzuje są podobne sytuacje, tzn. jakaś postać wyjaśnia wydarzenia, które miały miejsce przed rozpoczęciem się akcji filmu tylko po to, by poinformować o nich widza, np. postać A mówi do postaci B, kim był ojciec postaci B, choć ta znała go całe swoje życie. Sądzę, że z takiej krytyki też można wiele się nauczyć.
Kwestii interpunkcji nie będę poruszać, bo sama nie czuję się dobra w tym temacie, ale znalazło się kilka błędów. Fabuła też w sama w sobie nie była oryginalna, przynajmniej do tego momentu, do którego doczytałam. Myślę, że w tym przypadku mogłabym Ci polecić kanał Terrible Writing Advice, gdzie wytykane są najczęściej powielane schematy w tworzeniu historii, postaci, itd.


Mam nadzieję, że nie pojechałam za bardzo. ^^’ Bardzo dobrze, że piszesz, bo to świetne hobby i kreatywne zajęcie! I wiem, najlepiej jest krytykować, a gorzej samemu zrobić. Tym niemniej mam nadzieję, że dałam Ci kilka wskazówek, które będą w jakiś sposób dla Ciebie użyteczne. I tak jak pisałam na wstępie, jeżeli jest coś, co Cię uraziło, co mogłam napisać łagodniej i bardziej przekonywująco to daj znać! :-D


tumblr_mgip6stizo1rwaj6jo1_500.gif

「彼が死んだ時、私の心も死にました。」

Offline

#3 10.06.2020 17:51

Huri
Użytkownik
Lokalizacja: Osmańska Ziemia
Data rejestracji: 04.05.2016
Liczba postów: 244
WWW

Odp: Pokłosie Miłości

Pinky Panda napisał/a:

Na wstępie powiem, że nie przeczytałam całości. Mam nadzieję, że mi to wybaczysz. :P Nie jestem grupą docelową dla tego opowiadania - nie wciągnęło mnie na tyle, żebym pochłonęła je w całości. :-D


Oczywiście tym, co teraz napiszę, nie chcę Ci sprawić żadnej przykrości. Wiesz, to będzie też lekcja dla mnie o tym, jak konstruktywnie krytykować, więc jeżeli cokolwiek Cię urazi to wal śmiało!


Dodam jeszcze, że sama nie piszę żadnych tekstów prawie w ogóle (ostatnią rzeczą jaką napisałam była moja magisterka XD), a książek też jakoś dużo nie czytam. Nie jestem żadną specjalistką, nic z tych rzeczy. To co znajdziesz poniżej to będzie jedynie opinia odbiorcy. :-D


Pierwszą rzeczą jaką zauważyłam to to, że wpadłaś w pułapkę opisywania wydarzeń dokładnie tak, jak ułożyłaś je sobie w głowie. Chcesz przekazać odbiorcy każdą czynność jaką wykonują bohaterowie, właściwie nie pozostawiając miejsca dla działania wyobraźni. Przez co dostajemy, przynajmniej w moim odczuciu, wiele niepotrzebnych informacji, np.

Wyjęła z torby schłodzony napój, po czym otworzyła go i powoli zaczęła sączyć.

Raczej logiczne jest to, że żeby napić się napoju, trzeba najpierw otworzyć butelkę/puszkę, więc taka informacja jest po prostu zbędna. Właściwie to pokusiłabym się jeszcze o pominięcie wzmianki o tym, że wyjęła go z torby i poszłabym w coś takiego:

Żar lał się z nieba niemiłosiernie, więc usiadła w cieniu pod drzewem i zaczęła sączyć zimny napój.

No, ale to jest oczywiście moje odczucie, więc nie powiem czy to, co napisałam jest akurat dobre. :P
Poza tym, czasem dostajemy niepotrzebne wyjaśnienia, np.

...ostatnim dzwonkiem, który zwiastował koniec lekcji...

Skoro dzwonek był ostatni to raczej wiadomo, że oznaczał koniec lekcji.


Jeżeli chodzi o narratora to mam wrażenie, że przez większość czasu jest strasznie poważny i sztywny (wybacz mi to nieprofesjonalne słownictwo, ale, jak widać, niewiele wyniosłam z lekcji języka polskiego XD), a przecież jest to opowiadanie o nastolatkach i dla nastolatków! Chociaż czasem zdarzają się młodzieżowe słowa np.

(...)chłopak rozłożył ręce tak, jakby oczekiwał ze strony Roxi wielkiego tulasa.
czy
Próbowała wykrztusić cokolwiek pasującego do tej sytuacji, ale jak zwykle zjebała.

to w ostateczności gryzie się to z całością.
Widzę, że starasz się pisać bardzo poważnie (ech, brakuje mi słów, żeby oddać to co myślę!), ale niestety taki styl pisania nie pasuje do tej historii. Sprawiło to, że miałam trochę dysonans poznawczy przy czytaniu. ^^' Jakby jakiś stary dziad patrzył na te wydarzenia i je opisywał. XD
Na przykład spójrz na to zdanie:

Obserwowała w tym samym czasie nastolatków ze swojej klasy, którzy radośnie rzucali się po trawie i włączali znane piosenki.

Czy kiedykolwiek o osobach ze swojej klasy pomyślałaś "nastolatki"? W moim odczuciu użycie tego słowa sugeruje, że patrzy na nie starsza od nich osoba... albo że Roxi gardzi ich nastoletnimi zachowaniami, czuje się od nich bardziej dojrzała, aczkolwiek zaraz po tym mamy pozytywnie nacechowany przysłówek "radośnie", co nie klei się z resztą zdania. Plus, żeby użyć "nastolatków" w pogardliwym znaczeniu i tak trzeba byłoby całkowicie przerobić to zdanie, by brzmiało przyzwoicie. W ogólnym rozrachunku, najprostszym rozwiązaniem byłoby użycie słów "koledzy z klasy". Swoją drogą, o co chodzi z rzucaniem się po trawie? XD
Tak jeszcze w temacie użytego przez Ciebie słownictwa, to widzę, że często piszesz "po czym"... Tylko właściwie po co? Mam wrażenie, że dodaje ono to do tej "sztywności" narracji, a czasem spowalnia tempo dziejących się wydarzeń, jak np. tu:

Roxi pośpiesznie wstała z łóżka, po czym spakowała potrzebne rzeczy i ruszyła razem z braćmi i znajomymi.

Myślę, że jakbyś ujęła to na przykład w ten sposób:

Roxi zerwała się z łóżka, wrzuciła potrzebne rzeczy do torby i wybiegła przed dom, gdzie czekała na nią już cała reszta.

to bardziej oddałoby to, że dziewczyna się spieszyła. Poza tym, utkwiły mi w pamięci jeszcze te dwa zdania:

Po chwili jednak wstała i powolnym krokiem ruszyła w stronę torby. Podniosła ją powoli, przy czym otworzyła ją i wyjęła zeszyty.

Pomijając to o czym pisałam wcześniej, czyli zbędne opisywanie niektórych czynności, to dziwi mnie trochę użyty tutaj wyraz "ruszyła". Mam wrażenie, że sugeruje on długą trasę do przebycia, a choć Roxi wydaje się dość majętną osobą, bo posiada jedwabną pościel, to wątpię, żeby jej pokój był jakiś ogromny. XD Poza tym, dowiadujemy się z tego fragmentu, że dziewczynie nie chce się robić zadania domowego, bo wszystkie czynności wykonuje powoli... Więc czemu nie napisać by o tym wprost? Na przykład:

Po chwili jednak wstała, powlokła się niechętnie do torby/w stronę torby i ze znużoną miną wyjęła z niej zeszyty.

A, i teraz właśnie spostrzegłam czego brakowało mi w tych rozdziałach, które przeczytałam - opisu emocji bohaterów! Dostajemy ich bardzo mało, a przecież to opowiadanie o miłości.


Kolejną rzeczą, o której chciałabym wspomnieć są dialogi postaci. Ogólnie dobrze byłoby stworzyć specyficzny dla danej postaci język, żeby ją nieco uwiarygodnić. Bardzo spodobało mi się jak Roxi spytała się „Kto zaś?”, ale ogólnie to dialogi są nieco nienaturalne, drewniane i niezręczne. Np.

-Jak tak robiłem na placu zabaw to ci nie przeszkadzało
-Ale to było jedenaście lat temu, kiedy mieliśmy po pięć latek. A teraz jest mi gorąco...

Rozumiem, w zdaniu Mala nie zostało użyte żadne konkretne określenie czasu, żeby to właśnie Roxi mogła zaakcentować, że miało to miejsce, gdy byli dziećmi… ale jednak „Jak tak robiłem na placu zabaw” brzmi po prostu dziwnie. Zaproponowałabym coś takiego:

- Kiedyś ci to nie przeszkadzało.
- To „kiedyś” było jedenaście lat temu, kiedy mieliśmy po 5 lat. Zejdź ze mnie, bo mi gorąco…

Zastanów się co Ty byś powiedziała w takiej sytuacji, jakich słów byś użyła. Pomyśl jak sama rozmawiasz ze swoimi znajomymi, jak oni rozmawiają ze sobą. Myślę, że to może bardzo pomóc. :-D


No i docieram do ostatniej rzeczy, czyli realizm i logika zachowań. Kiedy przeczytałam o tym, że Mal był we Włoszech, ale wrócił, bo szkoła była do bani, zaczęłam się zastanawiać – jak długo tam był? Kilka miesięcy? (Rekcja Roxi „Myślałam, że wyjechaliście do Włoch.” trochę sugeruje raczej niedługo.) Dlaczego się tam przeprowadził? Ze względu na pracę swoich rodziców? Jeżeli tak, to czy zwykły człowiek, który przeniósł się za zarobkiem do obcego kraju, szybko wraca z niego, tylko dlatego, że szkoła jego dziecka była do bani? Czy może szuka mu nowej szkoły tam na miejscu?
A jeżeli nie widzieli się od dzieciństwa to czy przynajmniej jedno z nich (obstawiam, że Mal, bo sprawia wrażenie bardziej otwartego), nie powinno spytać, co się działo o tej drugiej osoby przez te wszystkie lata? Jak leci? Jak się ma?
Inna rzecz, która mnie zainteresowała to klimat miasta, w którym dzieje się akcja. Dowiadujemy się, że jest goręcej niż w Egipcie. Czyli ile stopni? Czemu tam jest aż tak gorąco? Jeżeli miasto istniałoby naprawdę to gdzie byłoby położone na mapie? Jeżeli miejscowość istnieje w kreskówce to sorki, ale po prostu nie widziałam zbyt wielu odcinków.
Ogólnie postaci zachowują się troszkę dziwnie, bo jeśli Mal i Roxi nie widzieli się x czasu to raczej nie powinien się jej kłaść po nogach. Mając w dodatku na względzie to, że prawie w ogóle ze sobą nie rozmawiali. No chyba, że to jakieś włoskie maniery, których nabrał zagranicą. XD (A i jeszcze jedna rzecz – jak jej zasłonił oczy, skoro siedziała pod drzewem i opierała się o nie?)


I widzę, że wpadłaś w pułapkę tworzenia sytuacji tylko po to, żeby coś przedstawić, dać czytelnikowi jakieś informacje albo doprowadzić do romantycznej sytuacji między bohaterami w nie do końca zręczny sposób. Na początku miałam wrażenie, że Roxi poszła na plażę tylko po to, żeby nie odpowiedzieć na pytanie koleżanki… No bo właściwie tam nic się nie wydarzyło. To jedno, a drugie, że wróciła do domu, bo chłopcy chlapali wodą i krzyczeli? To czego się ona spodziewała? XD Z resztą nie mogła się przesunąć trochę z tym swoim ręcznikiem? Albo im czegoś powiedzieć? No ale jak się później okazało poszła na tę plażę, żeby w drodze powrotnej spotkać Mala, który ją wystraszył zwykłym pytaniem. Myślę, że jej reakcja była trochę przerysowana, no bo kto normalny od razu bije? Już pomijając to, i tę dziwną rozmowę pomiędzy bohaterami, zastanawia mnie jedna rzecz. Skoro droga nad rzekę trwała kilka minut to nie rozsądniej byłoby pobiec do domu? Tylko pchać się do jakieś chaty w lesie? XD W ogóle to ile czasu temu Mal wrócił z Włoch, skoro tego dnia był jego pierwszy dzień w szkole, a już zdążył znaleźć i urządzić jakąś chatkę?
I jeszcze jedna sytuacja dla informacji, która wyryła mi się w pamięci, to Nicole pytająca ile czasu minęło od śmierci Ramzesa. To po prostu pozostawię bez komentarza. ;d
Nie wiem czy kojarzysz kanał Mietka Mietczyńskiego i jego cykl recenzji słabych filmów „Masochista”, ale często się zdarza, że w produkcjach, które recenzuje są podobne sytuacje, tzn. jakaś postać wyjaśnia wydarzenia, które miały miejsce przed rozpoczęciem się akcji filmu tylko po to, by poinformować o nich widza, np. postać A mówi do postaci B, kim był ojciec postaci B, choć ta znała go całe swoje życie. Sądzę, że z takiej krytyki też można wiele się nauczyć.
Kwestii interpunkcji nie będę poruszać, bo sama nie czuję się dobra w tym temacie, ale znalazło się kilka błędów. Fabuła też w sama w sobie nie była oryginalna, przynajmniej do tego momentu, do którego doczytałam. Myślę, że w tym przypadku mogłabym Ci polecić kanał Terrible Writing Advice, gdzie wytykane są najczęściej powielane schematy w tworzeniu historii, postaci, itd.


Mam nadzieję, że nie pojechałam za bardzo. ^^’ Bardzo dobrze, że piszesz, bo to świetne hobby i kreatywne zajęcie! I wiem, najlepiej jest krytykować, a gorzej samemu zrobić. Tym niemniej mam nadzieję, że dałam Ci kilka wskazówek, które będą w jakiś sposób dla Ciebie użyteczne. I tak jak pisałam na wstępie, jeżeli jest coś, co Cię uraziło, co mogłam napisać łagodniej i bardziej przekonywująco to daj znać! :-D

Dziękuję bardzo za tak obitą krytykę i rady :) Co do błędów to na swoją obronę mogę powiedzieć, że to moje pierwsze tak poważne opowiadanie umieszczane na blogu. Zgodnie z twoją radą poprawię błędy w następnych rozdziałach a co do jakichś luk, spokojnie. Mam zamiar w przyszłych rozdziałach wszystko wyjaśnić ;) I wybacz, że dopiero dzisiaj odpisuję, ale przez ostatni czas nie miałam głowy do żadnych rzeczy, heh :P Gdybyś miała jeszcze jakieś rady co do pisania opowiadań to chętnie je przyjmę :)


dd4erfv-ce91b32f-55c1-414a-9870-7805d79e8e29.gif?token=eyJ0eXAiOiJKV1QiLCJhbGciOiJIUzI1NiJ9.eyJzdWIiOiJ1cm46YXBwOjdlMGQxODg5ODIyNjQzNzNhNWYwZDQxNWVhMGQyNmUwIiwiaXNzIjoidXJuOmFwcDo3ZTBkMTg4OTgyMjY0MzczYTVmMGQ0MTVlYTBkMjZlMCIsIm9iaiI6W1t7InBhdGgiOiJcL2ZcLzBmNjhhOGFlLWVjYzQtNDIzZi05ZjY4LTkxMzdmMzY1NDVjM1wvZGQ0ZXJmdi1jZTkxYjMyZi01NWMxLTQxNGEtOTg3MC03ODA1ZDc5ZThlMjkuZ2lmIn1dXSwiYXVkIjpbInVybjpzZXJ2aWNlOmZpbGUuZG93bmxvYWQiXX0.jgM316kNU0DyHY3P2xVebkdc2PDE_oD6sdV5RnUtV3s

“Hey, Mom. Why did you give birth to me?”
~Ray

Offline

Zalogowani użytkownicy przeglądający ten wątek: 0, goście: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB
Modified by Visman