Stado Lwiej Ziemi

Stado Lwiej Ziemi

Nie jesteś zalogowany na forum.

Ogłoszenie


Król Lew znowu w kinach!

Zapraszamy do dyskusji o nowej wersji w temacie KRÓL LEW 2019.
Mamy także cały dział poświęcony temu wydaniu. :)

#1 10.08.2018 23:26

Ignis123
Użytkownik
Lokalizacja: Lwia Skała, Afryka
Data rejestracji: 14.10.2017
Liczba postów: 71
WWW

[PRZETŁUMACZONE] Walka o tron (strona A)

Z góry przepraszam za wszelkie błędy, ale to moje pierwsze tłumaczenie (jak tak dalej pójdzie, to do 1-go listopada skończę stronę B xD).

Król Lew - Walka o tron
(Strona A)

Oryginalny scenariusz: Mik Bergera i Martiny Mau

Przetłumaczone na język angielski przez: Tacimur

Przetłumaczone na język polski przez: Ignis123

Narrator:
Dla mieszkańców, Lwia ziemia stała się znowu tym, czym powinien być dom dla wszystkich na tym świecie. Schronienie pokoju i szczęścia. Każdy zawsze znajdował wystarczającą ilość jedzenia i picia, i każdy mógł położyć się pod drzewem na drzemkę, nie musząc się bać o swoje życie. Oczywiście istniały tu również pewne zasady dotyczące zwierząt i prawa natury. Niektóre miejsca były zarezerwowane dla silniejszych. Przy wodopoju nie była to jednocześnie kolej wszystkich, ale niektórzy byli pierwsi, a potem inni. Ale wszyscy pili tak dużo, że zawsze pozostało wystarczająco dużo dla innych. Każdy miał swoje miejsce w naturze. Ci, którzy szanowali te zasady, mieli dobre życie. Zapewnił to wielki i silny Król Simba. Nie można nazwać go jeszcze "mądrym", nie był na to wystarczająco dorosły. Ale w życiu już wiele przeżył i wiedział, co jest zagrożeniem dla wszystkich. Mimo, że wszystko w Lwiej Ziemi było spokojne, Simba nigdy nie był pewien, czy zrobił wszystko dobrze, bo mądry lew zawsze trochę w siebie wątpił. Szczególnie cenił minuty, kiedy stał sam ze swoim synem Kopą na Lwiej Skale i przekazał mu nieco swojej wiedzy. Czasami jednak Kopa zasypywał go pytaniami, które były zaskakujące nawet dla doświadczonego króla. Pytania, które zawsze lekko odsuwał na bok. Ale był też ten młody, otwarty i zawsze ciekawy Kopa, który po prostu to lubił i chcąc nie chcąc, zadał pytanie:

Kopa:
Tata?

Simba:
Hmmm?

Kopa:
Dlaczego król zwierząt jest zawsze lwem? Czemu nie zebra, zając czy... mrówka?

Narrator:
Przez krótką chwilę Simba zaniemówił. Zastanowił się przez chwilę, a potem przyszła mu do głowy trafna odpowiedź.

Simba:
Kopa, zadajesz wiele pytań i to dobrze. Ciekawość pomaga każdemu z nas. Nie możesz być zbyt ciekawy, bo ciekawość stanie się otchłanią, do której łatwo wpadniesz. Ale chętnie odpowiem na to pytanie. Mój ojciec Mufasa był królem, mój dziadek też był królem, a mój pradziadek Mohatu też był królem. Ponieważ my, lwy, pamiętamy, że lew był zawsze nazywany "Królem bestii". Lwy są silne, potężne i bardzo sprytne.

Kopa:
Ale słonie też są silne, potężne i sprytne.

Simba:
Uh ... tak... tak, tak.

Narrator:
Simba, który zawsze był sprawiedliwy, zaczął się nad tym zastanawiać. Pierwsze wątpliwości zaczynały zagnieżdżać się w jego myślach. Dlaczego król Lwiej Ziemi zawsze był naprawdę lwem? Dlaczego nie wąż? Albo gnu lub żyrafa? A czy słonie rzeczywiście nie przewyższały lwów w sile i wielkości? Ale Simba nie mógł pozwolić na te wątpliwości. On był królem i musiał dać swojemu synowi satysfakcjonującą odpowiedź.

Simba:
Kopa, ciesz się, że lwy zawsze pełnią rolę króla. W ten sposób masz pewność, że pewnego dnia będziesz moim następcą jako Król Lew. To wielka odpowiedzialność, ale także wielka radość z bycia dobrym królem. A teraz wróćmy do obozu. Twoja matka z pewnością będzie się zastanawiać, co nas tak długo zajmuje.

Kopa:
W porządku...

[odgłos kroków]

Narrator:
Kopa był młody i tak samo szybko, jak pytanie do niego dotarło, już o tym zapomniał. Podniecony podbiegł do Simby i z powrotem do obozu. W głowie Simby jednak wszystko działało przez długi czas.
To, czego ani Simba, ani Kopa nie zauważyli, to fakt, że nie byli sami na Lwiej Skale. Ich rozmowę podsłuchała hiena, która przypadkowo zboczyła z drogi. To dlatego, że Kopa zaprzyjaźnił się z młodą hieną Asante, inne hieny też ośmieliły się wejść nieco dalej z powrotem do Lwiej Ziemi. Lwy przyglądały się temu podejrzliwie, ale hieny przychodziły sporadycznie i jak dotąd nie było żadnego wypadku. Ale u wszystkich zwierząt były dobre i złe osobniki. Blizna była złym lwem, a Asante była dobrą hieną. Jednak hiena, która podsłuchała rozmowę Kopy i Simby - jego imię było przy okazji Fisi - raczej nie była dobrą hieną. Nawet większość innych hien go nie lubiła. Gdziekolwiek się pojawił, nieuchronnie wybuchały walki. Dlatego często musiał chodzić sam, tak jak tego dnia. Poszukiwanie padliny zaprowadziło go dalej i dalej do Lwiej Ziemi. A kiedy zakopywał resztki wcześniejszych posiłków w jaskini poniżej Lwiej Skały, nagle usłyszał dwa głosy. [dźwięk kopania] Szybko ukrył się za kamieniem. Stamtąd Fisi usłyszał każde słowo, które zostało wypowiedziane.

Kopa:
[echo]
Dlaczego król zwierząt jest zawsze lwem? Czemu nie zebra, zając czy... mrówka?

Fisi:
Ciekawe pytanie, hehehehe!

Simba:
[echo]
Kopa, zadajesz wiele pytań i to dobrze. Ciekawość pomaga każdemu z nas. Nie możesz być zbyt ciekawy...

Fisi:
To musi być Król Lew, hee hee! Muszę posłuchać trochę bliżej, może to się
przyda, heh heh heh.

Simba:
[echo]
Ponieważ my, lwy, pamiętamy, lew był zawsze nazywany "Królem bestii". Bo lwy są silne, potężne i bardzo sprytne.

Kopa:
[odbija się echem]
Ale słonie są silne i potężne i sprytne też.

Simba:
[odbija się echem]
Uh... tak... no tak.

Fisi:
A hieny są nawet sprytniejsze! Sprytnie sprytne! To wszystko wydaje się bardzo ważne.

Narrator:
Hiena wysłuchała zakończenia rozmowy i czekała, aż ojciec i syn lew znikną. Potem, bardzo ostrożnie, znowu wyszedł z jaskini i pośpieszył, często schylając się za drzewami lub skałami, z powrotem tam, skąd przybył. [Odgłos kroków] W drodze powrotnej do innych hien Fisi myślał intensywnie o tym, co zrobić z jego nowo zdobytą wiedzą.

Fisi:
Jeśli król sam ma wątpliwości, czy to prawda, że jest królem, to po prostu trzeba sprawić, że będzie jeszcze bardziej niepewny! I trzeba rzucić mu wyzwanie. Wtedy będę królem, heh heh heh!... Nie... musiałbym z nim walczyć, to nie zadziała... Muszę porozmawiać o tym z Edem.

Narrator:
Po przybyciu do paczki hien, Fisi natychmiast poszedł w kierunku śpiącego Ed.

Fisi:
Ed? Hej Ed, obudź się, stara wrono!

Ed:
Uh ... [ziewa] Kto mi przeszkadza ...? Fisi, to ty?

Fisi:
Heh heh! Nie, to Jego Wysokość Puszysty Łeb, zwany Królem Lweeeem, heh heh heh. Oczywiście, że to ja. Słuchaj! Nie masz pojęcia, co usłyszałem! Miałem szansę, moje łapy poniosły mnie nieco dalej, niż powinny. I zgadnij, kogo mogłem podsłuchać, dobrze?!

Ed:
Huh ...?

Fisi:
Heh heh! Króla Lwaaaa!

Narrator:
Fisi i Ed wymyślili plan, który oznaczał, że pod wpływem myśli Kopy i wyczuwalnej niepewności Simby w tym pytaniu, chcieli rzucić wyzwanie Królowi Lwowi do walki o tron. Ale kto byłby zdolny do czegoś takiego? Kto byłby przyszłym królem?

Ed:
Ja, oczywiście.

Fisi:
Ty? Hehehe, jesteś zbyt roztrzęsiony, by walczyć.

Ed:
Hej!

Fisi:
Ja jestem prawdziwym Królem Hien!

Ed:
Fisi i król? To daje mi gnuśny (?) śmiech! Jeśli byłbyś królem tylko przez jeden dzień, cała ziemia byłaby tak skłócona, że już nie byłoby królestwa!

Fisi:
Co?

Ed:
Fisi, słoń prędzej będzie żył na wzgórzu mrówki, niż ty zostaniesz królem!

Fisi:
Huh. I co teraz? Co teraz zrobimy? Po prostu nie możemy pozwolić, by ta szansa się zmarnowała.

Narrator:
Dwie hieny przez długi czas myślą, jak mogą wykorzystać oczywiste wątpliwości Simby na swoją korzyść. I wreszcie, Fisi ma pomysł.

Fisi:
Mam. Simba musi zostać oficjalnie zakwestionowany przed wszystkimi innymi. Przez kogoś, kto jest kimś wyjątkowym, kogoś, kto byłby wiarygodny jako król.

Ed:
Hmm... i co będzie dobrego dla nas?

Fisi:
Hmm, oczywiście, to musi być ktoś, kto jest tylko naszą marionetką. Ktoś, kto wciąż jest nam coś winien, he he he he heh.

Ed:
O tak, a kto to ma być?

Fisi:
Jest tylko jeden kandydat. Kesho, gepard.

Ed:
Kesho? Może... dlaczego Kesho?

Fisi:
Ale to oczywiste! Gepard jest czymś jak lew.

Ed:
Pah!

Fisi:
Cóż, niezupełnie. Ale w każdym razie jest to kot i niebezpieczny.

Ed:
Hmyeah.

Fisi:
I może zrobić coś, czego nikt inny nie może robić tak dobrze jak on. Bieganie!

Ed:
Ahh!

Fisi:
Gepard jest najszybszym zwierzęciem. I jest niesamowicie pewien siebie. Kesho myśli, że i tak jest czymś lepszym, heheheh.

Ed:
Niezły jak na razie, jeśli to wszystko się uda, sprawimy, że Kesho będzie królem. I jaki to będzie dla nas pożytek?

Fisi:
To oczywiste! Czy nie pamiętasz, że raz uratowałem Kesho z głodu? Heh heh hej, tak, naprawdę!

Ed:
Ahh!

Fisi:
Ten głupi gepard jest mi to winien! A teraz pomożemy mu zostać królem. I już mam dokładny plan. Posłuchaj! [Szepcze i szepcze]

Narrator:
Fisi był dość nieprzewidywalny, ale jego umysł działał szybko. W żadnym momencie Fisi nie opracował planu, który miałby duże szanse powodzenia. Teraz wszystko, co trzeba było zrobić, to pozwolić całkowicie nieświadomemu Kesho poznać plan i poczekać na odpowiednią chwilę dla jego praktycznego zastosowania. Nie było to zbyt trudne, by przekonać Kesho, że jest on właściwy do objęcia tronu. Przede wszystkim Kesho był tak dumny ze swej szybkości i dobrego wyglądu, że i tak czuł się jak książę. Jaka byłaby różnica, gdyby był także królem, pomyślał Kesho. Po drugie, gepard był bardzo szybki, ale nie był tak silny jak lew. Lew był w stanie obronić się przed kilkoma hienami naraz, ale gepard stojący naprzeciw paczki hien zawsze miałby krótki koniec kija. Kiedy Fisi i Ed przynieśli kilka hien jako pomoc przy tłumaczeniu planu Kesho, nie miał innego wyjścia, jak tylko powiedzieć "tak". Teraz pozostało tylko czekać na odpowiedni moment. Moment, w którym Simba nie mógł po prostu powiedzieć "nie". Moment, w którym zgromadzono wszystkie zwierzęta, zapewniając maksymalną uwagę i zaskoczenie. Ściśle mówiąc, był tylko jeden moment, kiedy wszystko miało takie być, kiedy gepard i hieny mogły wkraść się do środka, nie będąc zauważonymi: Wielkie Zamieszanie, które regularnie odbywa się na Lwiej Skale przy obrocie księżyca. [dźwięk odległych głosów] Podczas Wielkiego Zamieszania wszystkie zwierzęta z Lwiej Ziemi zbierały się pod Lwią Skałą, aby przedyskutować swoje problemy między sobą, aby spotkać zwierzęta, których nie widzieli przez długi czas i po prostu zamienić kilka plotek o sawannie.

Simba:
Przyjaciele! Mieszkańcy! Zwierzęta! [Zwierzęta cichną]

Simba:
Cieszę się, że wszyscy przyszliście na Wielkie Zamieszanie jeszcze raz. Pozwólcie mi teraz usłyszeć, jakie zmartwienia was niepokoją. Kto jest pierwszy?

Żyrafa:
Ja! Ja!

Simba:
Żyrafa! Powiedz, co masz na myśli?

Żyrafa:
Ahh ... moja szyja jest bolesna. [zwierzęta śmieją się] Korony drzew zostały zjedzone, więc muszę schylić się zbyt daleko, aby uzyskać zielone liście, a jeszcze dalej na trawę.

Daba:
To rzeczywiście poważny problem, żyrafo. Czy ktoś zna rozwiązanie tego problemu?

Fisi:
Nonsens! [Zszokowane dźwięki zwierząt]

Simba:
Kim jesteś? Co cię tu sprowadza?

Fisi:
Heh heh! Pytanie brzmi: kim ty jesteś? Króóólem Lweeem, hah hah hah! Jakim prawem?! Czy walczyłeś o to? Czy zwierzęta oddały głos i zadecydowały, że będziesz królem? Nie! I dlatego nadszedł czas, abyś został wyzwany!

Simba:
Tak, uhm, nie. To znaczy, ja ... Nie rozumiem. Cóż... na pewno, ale nikt nawet nie chce mi rzucić wyzwania.

Kesho:
Ja!

Zwierzęta:
Kto tam jest? -To niemożliwe. - Kto się odważył? - To Kesho! - Kto to jest?

Narrator:
Zwierzęta były podekscytowane. Nigdy wcześniej nikt nie odważył się rzucić wyzwania królowi! Mówiło się nawet, że gdyby ktoś kiedykolwiek był tak bezczelny, groziłoby mu, że zostanie zrzucony z Lwiej Skały na śmierć i że sam król ma prawo wykonać tę karę, aby zagwarantować ciszę i spokój w królestwie zwierząt. Bez tchu wszyscy czekali na wściekłą reakcję Simby. Ale stało się coś bardzo odmiennego.

Simba:
Ty, chodź do mnie.

Ed:
Fisi, co stary Puchaty Łeb zamierza zrobić z Kesho?

Fisi:
Skąd mam wiedzieć, Ed? Po prostu czekaj i patrz. Simba to gigantyczny cienias (lub dupa wołowa). Nie skrzywdzi Kesho. Popatrz! Kesho jest teraz na Lwiej Skale z nim.

Simba:
Tak, Kesho. Jesteś bardzo odważny, skoro odważyłeś się rzucić wyzwanie królowi publicznie. I dlatego zamierzam dać ci szansę.

Narrator:
W tym momencie dała się słyszeć ze złością Nala, która do tej pory w milczeniu obserwowała przebieg.

Nala:
Co?! Chcesz dać temu gepardowi szansę? Nie ma mowy! To święte prawo, że zdrajcy muszą umrzeć! Idź, zrzuć go z klifu, Simba. [Zwierzęta się zgadzają]

Ed:
Fisi, zrób coś. Nasz cały piękny plan jest zagrożony.

Fisi:
Ech!

Narrator:
I rzeczywiście, Fisi odważył się wstać z zimną krwią, żeby mówić.
Fisi: Simba! Zastanów się dobrze, co teraz zrobisz. Jeśli wyślesz Kesho na śmierć, nikt już nigdy nie uwierzy w twoją bajkę o wielkim, silnym i sprawiedliwym królu, wiesz? Udowodnij swoje roszczenia do tronu, Królu Lwie! Pokonując Kesho w uczciwej walce!
[zwierzęta rozmawiają z podnieceniem]
Nala: Simba! Nie będziesz słuchać parszywej hieny, prawda?
Narrator: Ale bardzo sprytnie, Fisi znalazł właściwe słowa, by uchwycić Simbę za jego honor. Simba: Uspokój się, Nala. Fisi nie jest zły. Ale pozostawię Kesho na jego miejscu, (pokonam go) choć nie tchórzliwym morderstwem, ale w uczciwej walce godnej króla.
Nala: A czy mogłabym po prostu wiedzieć, jaka to będzie walka? Chodź tu, Kesho, powiedz co miałeś na myśli.
Narrator: Podczas dyskusji o jego losie Kesho stał się całkowicie przygaszony. Już widział, jak spada w dół w głębiny poniżej Lwiej Skały. Generalnie nie wyobrażał sobie, że to wszystko tak wygląda. Gdyby tylko nie pozwolił Edowi i Fisi go w to wciągnąć! Walczyć przeciwko Simbie, temu silnemu, niezwyciężonemu lwu, nigdy w życiu! Było tylko jedno wyjście. Rzecz, o której wiedział, że potrafi tysiąc razy lepiej niż Simba.

Kesho:
Cóż. Proponuję wyścig.

Nala:
Wyścig? Hah! Nie rozśmieszaj mnie. Wyścig to gra dla dzieci, której nie można traktować poważnie. Ale wydaje się, że ty lubisz takie pomysły. Bieganie, zwłaszcza ucieczka, jest tym, co może zrobić tchórz!

Kesho:
Co?!

Nala:
Król musi być w stanie bronić swojego ludu. Musi być silny, tak jak Simba! Jeśli odważysz się rzucić wyzwanie królowi, walcz z nim! Prawidłowo! Twarzą w twarz, kieł w kieł i pazur przeciwko pazurowi! Czy zgadzacie się ze mną, odważne zwierzęta z Lwiej Ziemi?

Zwierzęta:
[doping] Tak! Żadnego wyścigu! Niech żyje Simba! Nasz Simba!

Narrator:
Po początkowym szoku było nie do pomyślenia, co miało miejsce podczas tegorocznego Wielkiego Zamieszania, większość mieszkańców Lwiej Ziemi czekało na wielkie wydarzenie, które będzie świadkiem pełnego radosnego podniecenia. Wielka walka o tron zaplanowana została na następne przesilenie w Dolinie Tysiąca Oczu. Większość zwierząt szczególnie nie lubiła próżnego Kesho i nikt nie wątpił, że Simba łatwo wygra. Tak więc to wydarzenie zapowiadało mile widzianą zmianę w, czasami raczej nudnym, codziennym życiu dżungli. Jedynie Kesho nie czuł się dobrze w swojej skórze, bo on też nie mógł sobie wyobrazić, jak ma zwyciężyć Simbę. Mógł mieć tylko nadzieję na pomoc od swoich wspólników Eda i Fisi, więc poszedł do obozu hien na swoich szybkich łapach.

Ed:
Spójrz Fisi, kto nadchodzi, nasz strażnik. [chichocze]

Fisi:
Heheh, tak, widzę go, Ed. Ta okropna żółć mnie oślepia! Ciekawe, czego chce?

Ed:
Było jasne, że przyjdzie. Bez nas nie ma szans z Simbą.

Fisi:
Oczywiście, że nie! I to dobrze. Heh heh heh! Przecież musimy zachować naszego przyszłego króla pod naszą dobrze sprawdzoną kontrolą od samego początku!

Ed:
Tak, dokładnie tak. Ale cicho, już prawie tu jest.

Fisi:
Heh heh. Kesho! Jak się masz?

Kesho:
Cześć Fisi, witaj Ed.

Fisi:
Co się stało, stary wojowniku? Widzę głębokie bruzdy zmartwień na twoim szlachetnym czole.

Kesho:
Mam jakiś powód do tego! O czym myślałeś, kiedy sprowadzałeś na mnie ten bałagan?

Fisi:
Nie mam pojęcia, o czym on mówi. Rozumiesz to, Eddy-laddy?

Ed:
Ehh, nie bardzo, Fisi-Pisi.

Kesho:
Nie musisz zachowywać się jak niewinny! Kto chciał, żebym rzucił wyzwanie Simbie? To byłeś ty! To wszystko twoja wina, kazałeś mi to zrobić!

Fisi:
Jeśli dobrze pamiętam, to było całkiem łatwe.

Ed:
Mhh, racja! Natychmiast wpadłeś na pomysł! W twoich myślach już wylegiwałeś się na Lwiej Skale i pozwalałeś rozpieszczać się słodkim młodym lwicom z delikatnym filetem gazeli?

Fisi:
Heh heh.

Narrator:
Kesho nie znał odpowiedzi na to pytanie, ponieważ hieny miały rację. Bardzo chciał korzystać z przywilejów króla. Nie zmarnował ani jednej myśli na temat kłopotów, ani nawet tak wielki problem, jak teraz.

Kesho:
To wciąż był twój pomysł! I musisz mi teraz pomóc!

Fisi:
Nie musimy „robić“ niczego, żeby to wyjaśnić! Ale w naszej bezinteresownej lojalności wobec naszego starego przyjaciela [Ed chichocze], opracowaliśmy dla ciebie dokładną strategię walki.

Kesho:
Jak... co masz na myśli?

Ed:
Podejdź trochę bliżej. Nie ma potrzeby, aby wszyscy słyszeli, o czym musimy rozmawiać.

Kesho:
Mhm-hm.

Narrator:
Szepcząc, hieny wyjaśnili swój plan Kesho. Kiedy skończyli, Kesho był pod wrażeniem i jednocześnie odczuł ulgę.

Kesho:
Ahahahahahaa! Jesteś genialny! To zabójczo dobry plan! Tak! Tak, w ten sposób pokonam Simbę! Hahaha! Do zobaczenia na przesileniu!

Fisi:
Nie martw się, stary chłopcze.

Ed:
Tylko nie zapomnij o nas, kiedy będziesz królem.

Kesho:
[śmieje się] To sprawa honoru. [Hieny śmieją się głośno, kroki]

Fisi:
On i honor! Śmieje się nawet mój ogon. W każdym razie. Przypomnimy mu o nas, kiedy nadejdzie właściwy czas, nieprawdaż, Ed?

Ed:
Dokładnie.

Narrator:
A potem nadszedł dzień przesilenia. Wszystkie zwierzęta zebrały się w Dolinie Tysiąca Oczu, aby obejrzeć wspaniały spektakl. W pobliżu doliny słonie zbudowały arenę dla wojowników z zepsutych pni drzew. Zasady mówiły, że tego pola nie można opuścić podczas walki. Pozostałe zwierzęta miały już miejsce wokół areny i czekały naprzód na przybycie dwóch przeciwników. Kesho pojawił się pierwszy. Wpadł na arenę eleganckimi, smukłymi krokami.
[zwierzęta: oooh] [hieny chihotają] Ale tylko paczka hien oklaskiwała go.

Hieny:
Jesteś najlepszy! Brawo! Do przyszłego króla!

Narrator:
Łaskawie Kesho pochylił głowę w stronę hien.

Kesho:
Dziękuję, moi przyjaciele. Nie zawiodę waszego zaufania do mnie.

Narrator: W następnej chwili Simba wszedł na arenę. Z dumą, z podniesioną głową i potężną grzywą spływającą wokół niego, był obrazem mocy i piękna. Słońce sprawiło, że jego futro lśniło złotem i w tym momencie każde zwierzę było nieskończenie dumne z tego szlachetnego króla. Został powitany okrzykami [zwierzęta wiwatują i krzyczą imię Simby] Simba uprzejmie skinął na wiele zwierząt. Po tym Kopa, jako książę koronny, ogłosił zasady zbliżającej się bitwy.

Kopa:
Wy, mieszkańcy Lwiej Ziemi! Posłuchajcie, co mam do powiedzenia! Dziś wszyscy będziecie świadkami walki o królewski tron między Simbą, waszym szlachetnym Królem Lwem i jego pretendentem Kesho, gepardem. Arena nie może zostać opuszczona podczas bitwy. Zwycięzcą i nowym królem będzie ten, kto pierwszy poradzi sobie tak, by umieścić obie przednie łapy na klatce przeciwnika. Przegrany opuszcza Lwią Ziemię na zawsze. Tak to się stanie.


,,Hakuna Matata!'' :D ,,Patrz poza tym, co widać'' :D

❤ Wiem, że nie jesteśmy nieśmiertelni, ale kiedyś powiedziałeś:
Kiedy nie pozostanie już nic, stanę się aniołem - tylko dla Ciebie.
Każdej ciemniej nocy będę Ci się ukazywać... - Tokio Hotel ❤

Offline

#2 31.07.2019 20:37

Ignis123
Użytkownik
Lokalizacja: Lwia Skała, Afryka
Data rejestracji: 14.10.2017
Liczba postów: 71
WWW

Odp: [PRZETŁUMACZONE] Walka o tron (strona A)

Jeny, dopiero teraz sobie o tym przypomniałam i przetłumaczyłam resztę.

Król Lew - Walka o Tron
(Strona B)

Oryginalny scenariusz: Mik Bergera i Martiny Mau

Przetłumaczone na język angielski przez: Tacimur

Przetłumaczone na język polski przez: Ignis123

Narrator:
Walka została rozpoczęta. Najpierw Kesho i Simba krążyli wokół siebie, okrążając się gibkimi ruchami. Następnie Kesho próbował sprowokować Simbę do pierwszego uderzenia.

Kesho:
Cóż, szlachetny Królu Lwie? Boisz się zadać cios silnemu przeciwnikowi! Chodź, zrób to!

Simba:
Będziesz leżał w prochu szybciej, niż chcesz, Kesho.

[Simba uderza, Kesho syczy z bólu]

Narrator:
Simba zadał pierwszy, lekki cios Kesho. [syk] Kesho syknął i odskoczył. Ale zanim się tego spodziewał, Simba już zadał drugi cios swoją pazurzastą łapą w głowę Kesho. Już zaczął lekko krwawić.

Kesho:
Poczekaj! Zapłacisz za to!

Narrator:
I potężnym skokiem Kesho skoczył na Simbę.

[ktoś - Nala?]:
Nie!

Narrator:
...który jednak był w stanie uniknąć ataku, więc Kesho mocno uderzył w ziemię.

Simba:
Nie lubię walczyć, ale nie mam wyboru!

Narrator:
Tymi słowami Simba skoczył na Kesho, który wciąż leżał na ziemi. Natychmiast oba ciała zostały splątane i przewrócone na ziemię.

Kesho:
Nigdy mnie nie pokonasz, śmierdzący lwie! Yarrgh!

Narrator:
Ale w następnej chwili Simba wykonał szybki i mocny ruch, i położył się na Kesho. Zwierzęta z rodziny Lwioziemców wyobraziły sobie Simbę jako zwycięzcę. [zwierzęta dopingujące Simbę]. Zanim jednak Simba skończył i rzucił Kesho na plecy, wydarzyło się coś skandalicznego. Wykorzystując całą swoją siłę i elastyczność, Kesho wysunął się z uchwytu Simby i skoczył na granicę areny dwoma ogromnymi skokami. W kolejnym wielkim skoku przeskoczył przez pnie drzew. W tym miejscu zwierzęta, które obserwowały, poddały się przerażone i ustąpiły miejsca Kesho. Simba szybko odzyskał refleks po swoim zdziwieniu. Poszedł za uciekinierem.

Simba:
Zostań tutaj! Ucieczka jest niezgodna z zasadami!

Narrator:
Oczywiście Simba nie mógł wiedzieć, że ten cały manewr był częścią planu, który Fisi i Ed wymyślili dla Kesho. Na końcu doliny Kesho zatrzymał się nagle przed wielkim zaroślami i stanął twarzą w twarz z prześladowcą.

Kesho:
A teraz zabij mnie, jeśli możesz!

Simba:
Nie chcę cię zabić, ale pokonam cię. W sposób, o jakim mówią zasady.

Narrator:
Potem Simba podskoczył do Kesho z obnażonymi zębami i pazurami. Ale tym razem ten ostatni był przygotowany właśnie na to. Odskoczył na bok, ponad krzakiem ostu. Simba upadł prosto w fioletowe kwiaty ostu i w ich wyjątkowo duże, i solidne ciernie. Ciernie wbiły głęboko w ciało oraz futro Simby. [Simba krzyczy z bólu, potem ciężko dyszy] Jednak Simba się nie poddał. Uwolnił się i znów ścigał Kesho, który już uciekał na arenę. Uparcie trwała tam walka. Wydało się, że to tylko kwestia czasu, zanim Kesho zostanie pokonany na dobre. Ale nagle wydarzyło się coś szczególnego. Ruchy Simby wciąż zwalniały i traciły moc. Nala pierwsza zauważyła, że coś jest nie tak.

Nala:
Simba, co jest nie tak?!

Narrator:
Ale było już za późno. Z sekundy na sekundę Simba opadał bezsilnie na bok. Bez żadnego oporu, Kesho mógł teraz rzucić Simbę na plecy i położyć obie łapy na klatce piersiowej jako znak zwycięstwa. Wszystkie zwierzęta były jak skamieniałe. Tylko hieny zaśmiały się głośno. [Hieny wrzeszczą do Kesho] Pierwszą osobą, która odzyskała mowę, była Nala.

Nala:
Kesho nie wygrał! Wszyscy to zobaczyliście, on opuścił arenę. To było niezgodne z zasadami.
[zwierzęta zgadzają się]

Narrator:
Hiena Fisi nie pozwoliła jednak na zwycięstwo Simby.

Fisi:
Zamknij pysk, Nala! Jesteś zła, bo przegraliście. Kesho pokonał Simbę na arenie i to wszystko się liczy! Zamknij się teraz! Nie jesteś już królową!

Nala:
Nie wiem, jaki faul pokonał Simbę, ale nie pozbędziesz się mnie! Nigdy!
[hieny śmieją się kpiąco]

Narrator:
Po tym Nala odwróciła się, by zająć się rannym Simbą. Tymczasem hieny nieśli Kesho w kierunku Lwiej Skały podczas parady zwycięstwa. Pozostałe zwierzęta rozproszyły się na sawannie ze zmartwionymi pyszczkami. Nie tak wyobrażali sobie wynik walki. Kesho jako nowy król...! To może oznaczać tylko kłopoty. Ich zmartwienia były uzasadnione.
Nala zaczęła czule lizać futro Simby, który wciąż leżała na ziemi. Był okropnie rozczochrany, a w niektórych miejscach nawet krwawił. Ale na szczęście wciąż oddychał. Po kilku minutach otworzył oczy.

Simba:
Ahhh... Nala... To ty. Dobrzeee.

Nala:
Ciiii... Nic nie mów, kochanie.

Simba:
Nala, gdzie ja jestem, co się stało? Ahh... Moja głowa.

Nala:
Ciii... Wszystko będzie w porządku.

Simba:
Nala, nie jesteś ze mną szczera, wiem o tym. Nic nie jest w porządku. Musisz mi powiedzieć, co się stało.

Narrator:
Nala nie miała innego wyjścia, jak tylko odpowiedzieć na pytania Simby. W kilku słowach zrelacjonowała mu, co wydarzyło się podczas walki.

Simba:
Och, co za wielka hańba!

Nala:
Nie, Simba, proszę, uwierz mi! Kesho nigdy nie wygrałby uczciwie! To była bardzo brudna sztuczka. I założę się, że hieny też są w to zamieszane.

Simba:
To nie ma znaczenia. Wszystko jest zgubione. Nie mogę udowodnić, że Kesho oszukiwał. Prawdziwy król również nie powinien dać się oszukać.

Nala:
Ale opuścił arenę podczas walki. Nie pozwolono mu na to!

Simba:
Pokonał mnie na arenie, tak jak nakazują zasady. Teraz już nie jestem Królem Lwem. Opuszczę dzisiaj Lwią Ziemię i nigdy nie wrócę, tak jak ślubowałem przed walką.

Nala:
Simba, nie wolno ci tego zrobić! Wszyscy cię potrzebujemy. Kesho jako król doprowadzi ziemię do zagłady. Musisz szukać zemsty!

Simba:
Moja dzielna Nala. Nie jest dobrze. Straciłem twarz i utraciłem godność króla.

Nala:
Simba, próbuję zrozumieć, że teraz musisz się wycofać. Ale nigdy nie opuszczę naszych poddanych! I mam nadzieję, że wkrótce zrozumiesz, że popełniłeś błąd.

Narrator:
Ale Simby nie można zmusić, by zmienił zdanie. Jeszcze raz, tak jak w czasach, kiedy stracił ojca, uciekł z Lwiej Ziemi do dżungli. [odgłosy dżungli] Tym razem jednak nie był sam, ponieważ towarzyszył mu jego syn, Kopa.

Kopa:
Wiesz, tato, jesteśmy już w dżungli od trzech księżyców. Wiele się nauczyłem o polowaniu od ciebie, ale... Brakuje mi naszej lwiej rodziny.

Simba:
Och Kopa, rozumiem cię bardzo dobrze. Ale spróbuj spojrzeć z mojego punktu widzenia. Nie ma mowy, żebym mógł wrócić.

Kopa:
Wiem o tym, tato. I zamierzam trzymać się ciebie bez względu na wszystko.

Narrator:
Dumnie, ale też trochę melancholijnie, Simba spojrzał na swojego syna. Z jego winy ten wspaniały młody lew nigdy nie wstąpi na tron króla. Ból prawie przeciął mu serce na pół. I znowu, tak, jak często ostatnio, myśli Simby przylgnęły do jego poddanych i zadał sobie pytanie, jak sobie radzą. Gdyby wiedział, co się tam dzieje pod panowaniem Kesho i hien, jego rozpacz byłaby bezgraniczna.

Kesho:
Cześć Fisi, cześć Ed. Aaa, znowu jestem znudzony na śmierć. Upolujmy razem kilka małych gazeli!

Fisi i Ed:
Heh heh.

Fisi:
Mój drogi Kesho! Nie wyobrażaj sobie za wiele! Odkąd zostałeś królem, stałeś się gruby i wolny!

Kesho:
Co...!

Fisi:
Tak! Bez nas, hien, jako naganiaczy, nie możesz nawet podejść gazeli czy słonia! Ponieważ nie zbliżysz wystarczająco!

Kesho:
Jak...! Czy odważysz się rozmawiać ze swoim królem w ten sposób, hieno?!

Fisi:
Ha ha ha! Próbujesz mi zagrozić, cioto? (tłum. Google przetłumaczył to jako „cipo“...) Nie rozśmieszaj mnie! Jeśli po prostu spadnie włos z głowy Eda lub mojej, nasze stado zrobi z ciebie miazgę!

Ed:
Mmmmh, Fisi ma rację, mój drogi. Jesteś królem, ale jesteś tylko gepardem i nie masz wsparcia. Więc nam nie podskakuj.

Narrator
: Obrażony Kesho zwinął się w Lwiej Skale. Nie tak wyobrażał sobie królowanie. Nie wolno mu było wydawać żadnych rozkazów. Hieny dyktowały mu wszystko. Na przykład, musiał wypędzić sępy z Lwiej Ziemi, ponieważ hieny pochłaniały całą padlinę. Ale wyrywały tylko najlepsze części, resztę pozostawiały do zepsucia. W całym kraju wisiał obrzydliwy zapach. Niektóre zwierzęta tak bardzo chorowały, że umierały. Inne opuściły kraj, aby znaleźć jeszcze piękniejszy dom. Ale ci, którzy zostali, stawali się coraz bardziej niezadowoleni, a wezwanie do powrotu Simby stało się głośniejsze. Hieny prześladowały wszystkich, którzy wymawiali imię Simby, ale w końcu nie mogli zapobiec małej delegacji prowadzonej przez Nalę, by odnalazła Simbę i może jeszcze raz zmieniła króla. I nagle, podczas jednego z jego spacerów przez dżunglę, Kopa stanął twarzą w twarz z matką.

Kopa:
Mamo...! Och, mamusiu, wróciłaś do nas?

Nala:
[śmieje się wesoło] Kopa, mój maleńki! Jak duży i silny wyrosłeś tutaj w dżungli. Tak się cieszę, że cię widzę!

Kopa:
Ja bardziej!

Nala:
Kopa, posłuchaj mnie! Musisz zabrać mnie do ojca tak szybko, jak to możliwe.

Kopa:
Co się stało?

Nala:
Zobaczysz za chwilę, pospiesz się!

Kopa:
Tak, mamo. [odgłos szybkich kroków]

Narrator:
Kopa zaprowadził Nalę do jaskini Simby w najszybszy sposób. Po dzikim powitaniu Nala szybko zaczęła mówić o złych warunkach na Lwiej Ziemi. Simba słuchał jej spokojnie.

Nala:
...i dlatego musisz teraz wypełniać swoje królewskie obowiązki. Towarzyszyłam ci już raz, Simba, teraz błagam cię po raz kolejny: Wróć! Przynajmniej zrób to dla mnie.

Simba:
Nala, wiesz, że kocham cię bardziej niż wszystko na świecie, ale nawet ze względu na ciebie nie mogę wrócić. Straciłem twarz, prawdziwy król nie może przegrać walki. Musi być wzorem siły i potęgi dla całego swojego ludu.

Narrator:
W tym momencie włączył się Kopa, który do tej pory słuchał w milczeniu dyskusji rodziców.

Kopa:
Ale tato, czy nie mówiłeś, że musi on również być przykładem wiedzy i mądrości? Jesteś lepszym królem. Każde dziecko wie, że...

Simba:
Kopa, nie wiesz, o czym mówisz. Jesteś za młody na to.

Narrator:
Ale Kopa wiele się nauczył w międzyczasie. I był innego zdania niż jego lwi ojciec. Więc mały lew wykorzystał pierwszą niestrzeżoną chwilę, aby wyruszyć i pomóc swojemu ojcu. Czyż jego ojciec już dawno nie przyznał, że słonie nie mogą być prawdziwymi królami? Pomyślał Kopa.

Kopa:
No cóż, nawet gdyby słoń byłby królem, to i tak byłoby lepiej, niż kiedy rządzi ten gepard. Słoń musi pomóc tacie zostać królem.

Narrator:
A Kopa już dokładnie wiedział, do kogo się zwrócić . Nikt nie był lepszy niż Kia. Kia był samotnym, białym słoniem, wielkim jak góra, potężnym, ale i bardzo mądrym. Kopa właśnie musiał go znaleźć.

Kopa:
Och, ci bliźniacy wszędzie. Nienawidzę ich!

Narrator:
Kopa musiał pracowicie walczyć w dżungli. To niełatwe zadanie dla młodego, niedoświadczonego lwa. Bez Simby, Kopa czasami się bał.

Kopa:
Mam nadzieję, że wkrótce znajdę Kię. Naprawdę nie wiem, gdzie jestem.

Narrator:
W tym momencie rozległ się ugłuszający dźwięk. [trąbienie] I ogromny biały słoń przebił się przez zarośla bezpośrednio przed Kopą. Kopa ze strachu rozpłaszczył się na ziemi.

Kia:
Ohoh, jakiego ślicznego, małego koteczka tutaj mamy?

Kopa:
Nie jestem koteczkiem, tylko lwem. Nie widzisz?

Kia:
A więc... Lew. I do tego bezczelny. To bardzo interesujące. Ale powiedz mi, odważny mały lwie, kto lub co spowodowało, że wylądowałeś na moim terytorium?

Kopa:
Szukam Kii.

Kia:
Tak, a więc... Szukasz Kii.

Kopa:
Mmh!

Kia:
A czego chcesz od wspaniałej Kii?

Kopa:
To... nie twoja sprawa.

Kia:
Ha, ha, ha, ha. A co, gdybym była Kią?

Kopa:
Ty? Heh, oh, uhm... Cóż, oczywiście, co za szczęście. Musisz mi pomóc... Nie, mam na myśli siebie, mam na myśli mojego tatę.

Kia:
Co? Simba, potężny Król Lew, potrzebuje mojej pomocy? Nie mogę w to uwierzyć.

Kopa:
Tak, to prawda. Słuchaj...

Narrator:
Kopa opowiedział całą, smutną historię. Kilka razy Kia z namysłem pochyliła swoją wielką głowę. W końcu wielki słoń zaczął mówić do małego lwa.

Kia:
Jeśli ktoś miałby prawo być królem, to byłabym to ja! Ale ja nie chcę być królem, chcę tylko mieć spokój i ciszę.

Kopa:
Ale musisz pomóc!

Kia:
Nic nie muszę.

Kopa:
Jeśli nie pomożesz, skażesz nas wszystkich na nędzę!

Kia:
No i?

Kopa:
Wtedy wszyscy uciekną, a ty nie będziesz miała żadnej ciszy!

Kia:
Hmm, to coś innego... W takim razie, muszę pomóc... Więc... Rzucę wyzwanie Kesho.

Kopa:
Ale... Wtedy ty zostaniesz królem.

Kia:
Czy muszę powtarzać ci wszystko dwa razy? Chcę tylko, żeby wszystko pozostało takie, jakie jest.

Kopa:
Ach! [chichocze] Więc na co czekasz?

Kia:
Na co ty czekasz? Chodź, wskakuj na pokład!

Narrator:
Z prędkością wiatru stary słoń pospieszył przez dżunglę z młodym lwem na plecach. Kiedy dotarli do granicy Lwiej Ziemi, paczka hien prowadzona przez Fisi próbowała powstrzymać dziwną parę.

Fisi:
Ej, ponuraki! Dajcie spokój! Nie możecie tutaj wejść!

Kia:
Czego nie mogę?

Fisi:
Jesteś głucha, czy co? To koniec drogi dla ciebie! Tylko ekskluzywne osobistości mają prawo wejść do królestwa naszego szlachetnego króla Kesho! I nie jesteś jedną z nich, pomarszczona! A zwłaszcza ten mały smark na plecach.

Kopa:
Pójdziemy tam, gdzie chcemy!

Kia:
A teraz chcemy iść do Lwiej Skały, więc zejdź mi z drogi!

Kopa:
I koniec, kropka!

Fisi:
Nie waaa... ouch! Ty draniu!

Narrator:
Bez dalszych ceregieli, Kia nadepnęła na łapę hieny i zdecydowanie kontynuowała swoją podróż. Nikt nie ośmielił się jej powstrzymać. I w ten sposób, Kia i Kopa dotarli do Lwiej Skały w krótkim czasie, akurat kiedy Kesho leniwie drzemał na słońcu. Przy wejściu Kii jednak obudził się zaskoczony i strapiony.

Kesho:
Och!!! Co to znaczy, na Świętego Boga Piorunów?

Kia:
Właśnie się dowiesz, gepardzie. Albo przyznasz się teraz, że oszukiwałeś w walce z Simbą, albo będę musiała z tobą chwilę porozmawiać.

Kesho:
Ja... ja... ja... ja... Nie rozumiem...

Kia:
W porządku... Ja mam dużo czasu. Jeśli tak chcesz...
Narrator: Kia szybko chwyciła Kesho za jego potężną kufę i przytrzymała go nad przepaścią pod Lwią Skałą.

Kesho:
[dysząc] Pomooocy! Zwariowałaś?

Kia:
Może? Ale jeśli nie zdradzisz sztuczki, której użyłeś, by wygrać, upuszczę cię! Zrozumiano?

Kesho:
Taaak! Tak. W porządku, przekonałaś mnie. Cóż, to było tak...

Kia:
Głośniej, głośniej! Inni też chcą usłyszeć.

Narrator:
Rzeczywiście, wiadomość o wydarzeniach na Lwiej Skale rozprzestrzeniła się wśród zwierząt jak pożar w buszu. Wszyscy pospieszyli, coś usłyszeć.

Kesho:
Ale to nie moja wina. Hieny namówiły mnie do tego.

Kia:
I co?

Kesho:
Cóż, ja... Musiałem zwabić Simbę do pewnego krzewu i... I to dlatego opuściłem arenę.

Kia:
Chodź, oszczędź mi suspensu. Mój uchwyt słabnie.

Kesho:
Nieee! Powiem wszystko, powiem wszystko! Cóż, w tym krzewie rośnie dużo ostów. Kiedy Simba chciał mnie złapać, szybko odskoczyłem na bok, tak że wylądował prosto w ostach. A... A potem zajęło mu to tylko kilka minut, żeby nie mógł dalej walczyć ze zmęczenia. Tak, tak, to nie było fair, i... I teraz też zawiodłem.

Kia:
Hehe. Teraz, mieszkańcy Lwiej Ziemi, co powiecie na to wyznanie?

Zwierzęta:
Buuu! Zdrajca! Fe! Fe!

Kia:
Dokładnie! I dlatego jesteś nieszczęsnym mięczakiem. Zacznij biec już teraz, zrozumiano?

Kesho:
Już mnie nie ma! I tak nie chcę już być królem... Nikt mnie nie lubi.

Zwierzęta:
Simba! Simba jest naszym królem!

Narrator:
Tym razem Kesho miał rację. Nigdy więcej nie widziano go na Lwiej Ziemi. Zamiast tego, Simba została sprowadzona z powrotem w niesamowitej paradzie triumfu. Kiedy usłyszał, jak złośliwie został oszukany, natychmiast zgodził się na powrót. Po tym, Kia również uciekła do dżungli. Tak naprawdę zasłużyła sobie na królewski tron, ale stara słonica po prostu nie chciała być w centrum uwagi. Nie było więc żadnego powodu przeciwko triumfalnemu powrotowi Simby. [zwierzęta głośno krzyczą]

Simba:
Dziękuję, moi przyjaciele! Cieszę się, że wróciłem do was. I cieszę się też, że znowu chcecie mnie jako swojego króla. Ale nikt nie może rządzić sam, zdałem sobie z tego sprawę. Bez uporu Kopy i pomocy Kii mogło zwyciężyć zło.

Narrator:
W ten sposób w końcu przywrócono porządek na Lwiej Ziemi. Hieny nie odważyły się sprzeciwić silnemu Królowi Lwowi i opuściły kraj, tak jak wcześniej Kesho. Pod roztropnym przywództwem Simby Lwia Ziemi wkrótce stała się rajem, którym była wcześniej. W końcu tylko lew może być prawdziwym Królem Lwem.


,,Hakuna Matata!'' :D ,,Patrz poza tym, co widać'' :D

❤ Wiem, że nie jesteśmy nieśmiertelni, ale kiedyś powiedziałeś:
Kiedy nie pozostanie już nic, stanę się aniołem - tylko dla Ciebie.
Każdej ciemniej nocy będę Ci się ukazywać... - Tokio Hotel ❤

Offline

#3 30.08.2019 23:04

Maks0308
Użytkownik
Lokalizacja: Poznań
Data rejestracji: 29.08.2019
Liczba postów: 20

Odp: [PRZETŁUMACZONE] Walka o tron (strona A)

Ignis123 napisał/a:

Blizna była złym lwem, a Asante była dobrą hieną.

"Scar" to nie Blizna tylko Skaza ;)

Offline

Zalogowani użytkownicy przeglądający ten wątek: 0, goście: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB
Modified by Visman